31 sierpnia 2010 - Finał Pucharu Polski

LeogangPuchar Polski w DH skończył się w niedzielę czwartą edycją Diverse Downhill Contest, która odbyła się
w minioną niedzielę w Myślenicach. Fakt ten część zawodników kategorii Masters postanowiła uczcić drogą awansu już w sobotę. Ale ponieważ przed sobotą,
która jest przed niedzielą, jest piątek, to należy wspomnieć o treningach mentalno-siłowych, jakie odbyły się w piątkowy wieczór na grilu u nieocenionego Zulusa. Grila sponsorował właśnie Zulus z Zooteki i Robson z F16 Tattoo Familia. Gdy licznie przybyli sportowcy ze spotkania tego zmyli się ok. północy,
to sportowcyrockendrolowcy czyli skład The Old Pricks / F16 / Zooteka Racing Team, rozpoczął treningi siłowe.

Na sobotnie treningi, z powodu zakwasów, a może zakaców oraz obficie padającego deszczu, udaliśmy się dopiero ok. 15. To sukces, gdyż na Kobyloku, gdzie stacjonowaliśmy, trudno wytrwać w trzeźwości
do tak późnej godziny, ale oparliśmy się pokusom i poszliśmy trenować.
Ze względu na fatalne warunki panujące na trasie, trening był krótki,
a mycie rowerów długie.

LeogangWieczorem odbyło się tradycyjne spotkanie w klubo-kawiarni „U Jędrusia” i niektórzy zaczęli tam dość mocno
i przedwcześnie świętować koniec Pucharu Polski.
W efekcie trzech mastersów (ja nie będę wymieniał
z nazwiska) nie wystartowało w niedzielnych zawodach. Niestety dwóch z nich, to zawodnicy TOP, a to nie do końca spodobało się jednemu ze sponsorów. To czy się nie wycofa, zależeć będzie prawdopodobnie od umiejętności negocjacyjnych Wielkiego Organizatora Zulusa.

W niedzielę pogoda dopisała, dzięki czemu trasa cały czas podsychała.
Do zawodów stawiło się pięciu naszych zawodników (nie licząc Świeżaka, któremu i tak nie poszło ;)), a byli to: Grzesiek Czarnowski (aktualny Mistrz Polski), Marcin „Ziomal” Ziemecki, Tomasz „Zulus” Kubik, Przemek „Zabójczy” Stachyra, oraz Przemysław „Junior” Wawrzynkiewicz (Hobby Full).

Eliminacje przebiegły spokojnie, jedynie Zulus na skutek awarii w rowerze, musiał sprowadzić rower. Dało się jednak zauważyć, że jeden z mastersów mocno przesadził z czasem. Niejaki Gundars Osis z Łotwy wydawał się poza zasięgiem (zapowiedział nam to zresztą wcześniej Redaktor Rudy).

Finał odbywał się już w prawie suchych warunkach, ale opon, z wyjątkiem Grześka, nie zmieniliśmy, gdyż relaksowaliśmy się w Zulusowym namiocie
na szczycie góry Chełm.

Na błotnych oponach trochę „woziło” o czym przekonał się najpierw Junior (13. Miejsce w Hobby Full), a potem Ziomal, który mimo gleby zajął 4. lokatę w kategorii Masters. Tuż za nim uplasował się Grzesio, na ósmym miejscu dojechał Zabójczy, a Zulus był 16. Zwyciężył Gundars Osis, przed Wojtkiem Koniuszewskim i Jakubem Frontczakiem. Gartulujemy.

Szkoda, że to już koniec zmagań pucharowych. Na szczęście zostały jeszcze zawody Joyride Open Series, które odbędą się za miesiąc.

Klasyfikacja końcowa Pucharu Polski

Przejazd finałowy prezesa Zabójczego:

 

20 sierpnia 2010 - W Wierchomli nasi znowu na podium

LeogangOto kolejna spóźniona relacja z zawodów. Tym razem
z drugiej rundy Pucharu Wierchomli, która odbyła się
w zeszłą niedzielę. Ale jak napisać relację z imprezy,
w której nie brało się udziału? Cóż, ograniczę się głównie
do wyników i informacji, które przekazali mi moi ludzie,
bo jak wiadomo, moi ludzie są wszędzie.

Wspaniali zawodnicy The Old Pricks / F16 / Zooteka trenowali w Wierchomli od piątku w składzie: Junior, Ziomal, Paweł, Barnaba. Treningi przebiegały spokojnie ale niepokój wprowadziła informacja, że jeden z mastersów,
a dokładnie Dudi, w sobotę wieczorem organizuje imprezę urodzinową. Uwielbienie OldPricksów do trunkowej zabawy jest powszechnie znane, dlatego trudno było przewidzieć jak im pójdzie w niedzielnych zawodach.

Sobotnia popijawa nie przeszkodziła jednak Ziomalowi, który zwyciężył
w kategorii Masters. Paweł „Prezes” Rytt był szósty, a Barnaba jakoś dojechał (bo Danka mu kazała) na ósmej pozycji.

Tak jak na poprzednich zawodach w Wierchomli pięknie pojechał Junior
w kategorii Hobby Full i znowu stanął na trzecim miejscu podium. Gratulujemy!

 

14 sierpnia 2010 - Gdzie zimują raki?

LeogangW zeszłą niedzielę odbyła się trzecia runda Joy Ride Open Series. Na nowej trasie w Myślenicach wystartowało prawie 130 zawodników, a wśród nich oczekiwany od początku sezonu, nasz wspaniały zawodnik Bodzio Podolak. Zapowiedział on przed zawodami, że pokaże Barnabie i Zabójczemu gdzie raki zimują. Niestety nie pokazał i dalej nie znamy odpowiedzi na to pytanie.

Niemniej jednak szacunek wzbudza fakt, że Bogumił niemal z marszu,
pod koniec sezonu wsiadł na rower i dzielnie wystartował w zawodach.
W dodatku przybył na górę Chełm ze swym giermkiem Rogerem, który na każde wezwanie "Roger! Zbroja!" momentalnie przybiegał gotów przyodziać w nią swego pana, Sir Podolaque'a.

Zawodnicy The Old Pricks / F16 / Zooteka trenowali od soboty w składzie: Junior, Łatek, Barnaba, Old Surehand, Paweł, Bodzio i Zabójczy.
Najpilniej trenował Krzysiek Gargas oraz Junior z Zabójczym. Pozostali robili sobie dłuższe i krótsze przerwy na piwo, co było wspaniałym wstępem do wieczornego ogniska na Zarabiu, organizowanego przez Zulusa - Zooteka.

Pod koniec sobotnich treningów, na skutek integracji z drzewem, Barnaba wykluczył się z niedzielnych zawodów. Podobny los spotkał jedynego rywala Krzyśka Gargasa w kategorii Masters 2. Dzięki temu Krzysiek startował
w niedzielę na totalnym luzie i oczywiście zdobył pierwsze miejsce.

W niedzielnym wyścigu nie startował również Łatek. Tu powód był zgoła inny – zbyt mała ilość promili we krwi – brzmi dziwnie, ale podkreślić należy, że to prawdziwy OldPrick! ;)

W kategorii Hobby Full po raz kolejny pięknie zaprezentował się Junior, który otarł się o podium zajmując 4. lokatę – a po pierwszym przejeździe był 3.

W Mastersach kolejny start na kacu zaliczył Paweł Rytt zajmując 5. lokatę,
a Bodzio, po dogłębnej inspekcji jedynej na trasie kałuży błotnej, zakończył zawody na ósmym miejscu.
Dobrze poszło Zabójczemu, który znowu stanął na podium - tym razem był trzeci. Kobiety szalały, piszczały i mdlały, ale to akuratnie normalne wokół zawodników The Old Pricks / F16 / Zooteka Racing Team.

 

5 sierpnia 2010 - Premiera "FOLLOW ME" przeniesiona

LeogangInformujemy, że na skutek typowo nieplażowej pogody
w dniu, w którym miała obyć się polska premiera
"FOLLOW ME"
, została ona przeniesiona na 10 sierpnia. Agencja Zooteka oraz Joy Ride zapraszają więc ponownie na Plażę Kraków zlokalizowaną przy byłym Hotelu Forum na Bulwarze Wołyńskim w Krakowie. Start o 19, wjazd za darmo.

Równocześnie zapraszamy na trzecią edycję Joy Ride Open Series,
która odbędzie się w najbliższą niedzielę w Myślenicach.
Nowa trasa i luźna atmosfera gwarantują fajne zawody. Dodatkowo dzięki współorganizatorwi, agencji Zooteka, zawodnicy TOP mają 50% zniżki
na opłatę startową :).

 

2 sierpnia 2010 - Kolejne podium dla TheOldPricks / F16 / Zooteka!

LeogangWczoraj na górze Chełm w Myślenicach odbyły się zawody o puchar tejże góry. Wprawdzie zabrakło ścisłej czołówki, ale i tak na odświeżonej trasie,
w mocno błotnych warunkach wystartowało prawie
90 zawodników, w tym trzech naszych mastersów: Krzysiek „Old Surehand” Gargas, Barnaba „Szatański” Szczepański i Przemek „Zabójczy” Stachyra.

Barnaba i Przemek trenowali razem od soboty. Nie szło im najlepiej, gdyż dzień wcześniej wieczorem brali udział w tradycyjnych warsztatach psychologicznych w ośrodku „U Jędrusia”, które trwały do późnych godzin nocnych. Na dodatek aura ponownie nie sprzyjała. Po obfitych opadach deszczu błota na trasie było dużo i miało taką konsystencję, że rowery po jednym przejechaniu trasy były o 5kg cięższe niż na starcie.
Szatański, oprócz walki z trudnymi warunkami, toczył ciągły bój z bolącym barkiem – kontuzja, której nabawił się dwa tygodnie temu na MP na Czarnej Górze, najwyraźniej jeszcze się nie zaleczyła.
Zabójczemu się podobało, a Barnabie mniej (szczególnie trawers mu nie wychodził), zjechali w sumie osiem razy i tak ich to zmęczyło, że wieczorem posnęli jak niemowlaki.
Krzysiek Gargas zapoznał się z trasą dopiero w niedzielę i po małych problemach technicznych dzielnie stawił się do zawodów.

Zawody o puchar góry Chełm rozgrywane były w konwencji „lepszy czas
z dwóch przejazdów”. Po pierwszym przejeździe doszło do niespodzianki, bowiem okazało się, że najlepszy czas osiągnął prezes Stachyra,
który na mecie myślał, że na wyświetlaczu widnieje czas nie jego,
lecz zdecydowanego faworyta tych zawodów, Michała Domaradzkiego. Okazało się, że Zabójczy był szybszy o 0,06 sekundy :), a on sam był tym mocno zaskoczony. Trzeci był Barnaba, a czwarty Krzysiek Gargas,
więc do drugiego przejazdu ruszyliśmy w dobrych nastrojach.

Ponieważ pewne było, że Michał Domaradzki dociśnie w drugim przejeździe, Zabójczy również postanowił pojechać szybciej. Skończyło się to niestety
dla niego mocną glebą w 1/3 trasy i choć pozbierał się i dojechał do mety,
to czasu oczywiście nie poprawił (w przeciwieństwie do Domara).
Barnaba za to czas poprawił i utrzymał 3. miejsce, a Krzysiek Gargas
obronił 4. lokatę.

I tak oto Barnaba i Przemek po raz pierwszy w historii stanęli razem
na podium, co wprawiło ich w duże wzruszenie, czego oczywiście nie dali poznać po sobie, gdyż są najtwardsi z najtwardszych (nie to co ta miękka ciapa Bodek)!

 

29 lipca 2010 - Polska premiera filmu "FOLLOW ME"

LeogangAgencja Zooteka (nasz sponsor :)) oraz Joy Ride zapraszają na polską premierę najnowszego filmu ekipy Anthill Films "FOLLOW ME", w którym występują Atherton, McCaul, Smith, Hill, Hunter, Vanderham.
Pokaz filmu odbędzie się w niezwykłym miejscu jakim jest Plaża Kraków zlokalizowana przy byłym Hotelu Forum na Bulwarze Wołyńskim w Krakowie.

Co wtorek odbywają się tam seanse Kina Letniego organizowane wraz
z Kinem Centrum Kijów. Lech Kino Letnie obsługuje ogromny ekran ledowy
o wymiarach 6m x 4m oraz 6 aktywnych kolumn nagłaśniających o mocy 400W każda!

Siedząc wygodnie na leżakach rozstawionych na piasku i mając pod ręką zimny kufel LECHA, możecie wspólnie ze znajomymi oglądnąć "FOLLOW ME" spoglądając jednocześnie na sylwetkę Wawelu oraz kościoła na Skałce.
A wszystko to za darmo!

Atmosfera miejsca jest jedyna w swoim rodzaju. Dodając do tego znakomite warunki techniczne projekcji otrzymacie niezłą motywacją, aby 7-8 sierpnia wystartować w kolejnej edycji zawodów JOY RIDE OPEN SERIES #3
na zupełnie nowej trasie zjazdowej na Górze Chełm.

Premiera odbędzie się we wtorek 3 sierpnia 2010 r.

start:
19.00 - 4fun.tv "kartony", filmy z "Extreme Jam"  Zooteka TV, official video edit Joy Ride Open Series #2 oraz edit Kuby Gzeli
19.40 - emisja "FOLLOW ME"
20.20 - kartony 4 fun.tv
20.30 - NOC HORRORÓW na Plaży Kraków "The Ring" oraz "Sierociniec"

wstęp: FREE!
(rekomendujemy przyjście znacznie wcześniej i zajęcie leżaka - nie ma oficjalnych rezerwacji)

Premiera promuje kolejną edycję Amatorskiego Pucharu Polski DH - JOY RIDE OPEN SERIES #3, która odbędzie się 7-8 sierpnia w Myślenicach.

Podczas zawodów na górnej stacji kolejki  grać będzie dla Was między innymi DJ ROB BANKZ - Mistrz Świata Dj'ów IDA 2008.
Zawody JROS odbędą się na nowej trasie, która powstaje w tym momencie na Górze Chełm (fotki trasy wkrótce na profilach Facebook'a Agencji Zooteka
i Joy Ride.

Głównym sponsorem premiery oraz myśelnickiej edycji JOY RIDE OPEN SERIES jest firma: DOBOSZ SPORT

Pozostali sponsorzy: Carhartt, Blud, F16 Tattoo Familia, Giant,
Husqvarna Moto - Mleczek
.

Zapraszamy!

 

27 lipca 2010 - Dzisiaj urodziny The Living Legend Bogumiła!

Wszystkiego najlepszego wspaniały Bogumile!

<a href=http://www.grapheine.com title=illustration vectorielle>charte graphique identite visuelle</a>

 

19 lipca 2010 - OldPrick Mistrzem Polski!

LeogangOto chyba najradośniejszy news w historii tej strony.
W miniony weekend Mistrza Polski w kategorii Masters zdobył zawodnik The Old Pricks / F16 / Zooteka Racing Team, Grzesiek Czarnowski! Wicemistrzem został Wojtek „Diabeł” Koniuszewski, a trzecie miejsce zdobył Marcin „Ziomal” Ziemecki.
Wielkie gratulacje dla chłopaków!

Na zdobycie Mordoru, bo tak nazywaliśmy na tym wyjeździe trasę na Czarnej Górze, część naszych zawodników szykowała się już od tygodnia. Laska, Junior i Ziomal dołączyli tydzień przed zawodami o Mistrzostwo Polski, do odbywającego się tam obozu rowerowego TotalBikes. 
Niestety już po dwóch dniach, na treningach, dość szybko załatwił się Laska. Po glebie, która zaliczył na kamieniach w górnym odcinku trasy,
jego kostka wyglądała tak i zamieniła jego wyjazd z rowerowego
na rekreacyjno-wypoczynkowy.

We środę wieczorem pod Czarną Górę dotarło jeszcze dwóch naszych zawodników, Barnaba „Szatański” Szczepański i Przemek „Zabójczy” Stachyra, których przywiózł na miejsce wybawca Gienek.
Przybyli natychmiast rozpoczęli treningi, podczas których Barnaba spektakularnie wpadł do potoku. Niestety skutki tego zdarzenia były na tyle bolesne, że wykluczyły prezesa Barnabę z jazdy w następnych dniach.
Na szczęście Gienek i reszta, skutecznie się nim zaopiekowali i wyjazd ten, pomijając wątek sportowy, był dla niego udany.

Przemek w czwartek i piątek twardo trenował z Juniorem i Ziomalem,
ale niektóre sekcje na trasie nie przestawały go przerażać.
Wspomniana dwójka miała za to trasę, prawie całkowicie opanowaną.

W piątek wieczorem dołączył jeszcze do nas Grzesiek Czarnowski,
który rok temu na Czarnej Górze wygrał. Po jego pierwszych sobotnich przejazdach było widać, że może ten wynik powtórzyć.

Przez wszystkie dni słońce prażyło niemiłosiernie, a kurz na trasie był taki, że trzeba było jeździć w większych odstępach by ją widzieć.
Niestety w sobotę wieczorem zaczęło padać. Padało w nocy.
Padało w niedzielę rano. Ciągle padało. Trasa na Czarnej Górze jest bardzo trudna w warunkach suchych. Nie dziwi więc to, że wiele osób od razu zrezygnowało ze startu, a pozostali zastanawiali się czy brać udział
w zawodach.

Zawodnicy naszej wspaniałej formacji też się zastanawiali i w końcu zdecydowali, co było do przewidzenia, że startują. Wyjątkiem był Junior, który ściga się w kategorii Hobby Full, więc nie miał żadnego ciśnienia na start i trudno mu się dziwić, że wolał nie marznąć, nie moknąć i nie taplać się w błocie.

Przejazd treningowy pokazał, że górny odcinek, którego najbardziej wszyscy się obawiali, nie jest taki straszny. Najtrudniej było chyba
w pierwszym lasku. Z kolei w drugim bandy zamieniły się w sterty błota.
Pogoda był tak paskudna, że po apelu zawodników skierowanym do sędziego głównego, zapadła decyzja, iż odbędzie się tylko jeden przejazd.

Na starcie panował totalny bałagan – zawodnicy byli puszczani
nie w kolejności i bez podziału na kategorie. Spowodowało to między innymi, że Ziomal dogonił dwie osoby na trasie i nieco mu to przejazd utrudniło. Mimo to jego przejazd zapewnił mu trzecią lokatę,
która go satysfakcjonowała. Chwilę za Ziomalem, na trasę ruszył Grzesiek Czarnowski, który uwielbia jeździć w błocie, więc w tym upatrywał swoje szanse w walce z faworyzowanym Wojtkiem „Diabłem” Koniuszewskim.  Grzesio wykręcił doskonały czas (dziewiąty wynik zawodów),
prawie 16 sekund lepszy od Diabła, zdobywając w pięknym stylu tytuł Mistrza Polski! Podium w kategorii Maters  zawładnięte przez zawodników The Old Pricks / F16 / Zooteka Racing Team :).

Trzeci nasz zawodnik, Przemek, który w przejeździe treningowym trochę się potłukł, finał pojechał bardzo ostrożnie, czyli w swoim bojaźliwym stylu,
i z dwoma potknięcio-zatrzymaniami w pierwszym lesie zdołał uplasować się na miejscu 9.

Jednak, jak co chwilę powtarzał spiker prowadzący zawody, zwyciężyli wszyscy ci, którzy odważyli się zjechać w niedzielę po tej najtrudniejszej
w Polsce trasie.

 

14 lipca 2010 - Oldpricksi są wszędzie!

LeogangW miniony weekend w Wielkiej Brytani odbył się festwial rowerowy BikeRadar. Na tej wspaniałej imprezie działo się na prawdę bardzo dużo.
Były konkursy skoków na dirtach, dual slalom, wyścigi szosowców, XC, pokazy filmowe, wystawy sprzętu rowerowego i inne atrakcje. Ale najfajniejsze jest to,
że był tam też OldPrick - Duncan McCann!

Duncan McCann

 

12 lipca 2010 - Veni, vidi, perdidi

LeogangCo znaczy powyższy tytuł? Nie wiem czy jest poprawnie napisany, ale znaczyć ma tyle co: przybyłem, zobaczyłem, przegrałem. Właściwsza byłaby liczba mnoga, ale łaciny nie znam, więc zgrywać polidioty nie będę. Chodzi jednak o to, że nie tak wyobrażaliśmy sobie (Barnaba i Zabójczy) naszą jazdę na nowej trasie w Szczawnicy na Palenicy, jak to miało miejsce w miniony weekend.
Trasa ta, przygotowana na piątą edycję Pucharu Polski, zdecydowanie nam się nie podobała. Nie dlatego, że była zła, ale dlatego, że kompletnie sobie na niej nie radziliśmy. Jeden dzień treningu na niej, to dla nas było za mało. Była tak stroma, że wciskając hamulce na jej początku, puszczaliśmy je dopiero na końcu... Tak więc występ dwóch prezesów naszego klubu (niech nam żyją lubudubu!) był dość słaby. Cóż zrobić... ale jakby powiedziałby Jerzy Engel: "Ten występ, to była tylko zasłona dymna przed zbliżającymi się Mistrzostwami Polski". ;)

Na zawody do Szczawnicy przybyło w sumie trzech naszych jeźdźców apokalipsy. Paweł Rytt, Barnabarbar Szczepański i gupi Przemek Stachyra. Paweł jednak tak wsiąkł w wypoczynkowy klimat tej malowniczej miejscowości, że głównie po prostu wypoczywał, a wypoczywaniem tym tak się zmęczył, że nie był wstanie wystartować w niedzielnych wyścigach. Zostały przez to wyciągniete wobec niego konsekwencje finansowe i musiał zwrócić dietę od sponsorów.

Barnaba i Przemek zdecydowali się na start, choć zakładali, że ostatnie miejsca prawdopodobnie będą dla nich. Tak źle na szczęście nie było, więc decyzja o starcie była powiedzmy dobra.

Eliminacje przebiegły spokojnie - asekuracyjna jazda dała Szatańskiemu miejsce 11, a Zabójczemu 8.
W finałach za to nie brakowało emocji, ale niestety nie za naszą sprawą. Radek "Dudi" Dudek, który po elimincjach był pierwszy, wyglebił dwukrotnie i tym samym zajął dopiero 8. miejsce. Pierwszą lokatę wywalczył czystą jazdą Dariusz "Skowron" Skowroński, drugi był Jakub Frontczak, a trzeci Bartek Jaśkiewicz. Barnaba zakończył zawody na 10 pozycji, a Przemek, któremu wydawało się, że jechał lepiej niż w eliminacjach, czasu jednak zdecydowanie nie poprawił i był 9.

Catch the bad guys, yee, c'mon!

 

7 lipca 2010 - Udany występ w zaskakujących warunkach

LeogangNa czwartą edycję Pucharu Polski (04.07) czekaliśmy
z niecierpliwością nie tylko dlatego, że bardzo lubimy przyjeżdżać do Wierchomli, ale również ze względu
na zapowiedziany powrót na scenę zjazdu rowerowego The Living Legend Bogumiła Podolaka.
Był to iście rodzinny wyjazd, gdyż pięciu naszych zawodników przybyło na miejsce ze swoimi piękniejszymi połowami.
Po piątkowych treningach wszyscy spotkali się tradycyjnie na naszej ulubionej werandzie i wzięli udział w obowiązkowym mentalnym libacjo-treningu. Było słodko!

W sobotę trenowaliśmy równie mocno, co w piątek, a wyniki treningów zapowiadały udany start w niedzielnych zawodach. Na dodatek przez dwa dni była piękna pogoda i wszystko wskazywało na to, że utrzyma się ona również w niedzielę.

W dniu zawodów okazało się, że niektórzy z naszych zawodników przetrenowali się i nie było wiadomo, czy wystartują. Największe problemy miał Paweł „Prezes” Rytt, który w sobotę uczestniczył w wieczorze kawalerskim, oraz Bodzio, który po wypiciu klina rozłożył rower i udając,
że ma obywatelskie obowiązki, opuścił nasze zgrupowanie, by zagłosować. Powrót Bodka znowu nie doszedł do skutku. Paweł był jednak zdecydowany startować i po wysłaniu zastępcy na obowiązkowe treningi, na eliminacje stawił się już osobiście, choć wyglądał jakby potrzebował dwóch dodatkowych kółek z boku roweru.

Przed eliminacjami, ku zaskoczeniu wszystkich, zaczęło się chmurzyć i przez chwile padał deszcz. Na szczęście na tyle krótko, że warunki na trasie prawie się nie zmieniły, choć niektórzy z nas zaliczyli gleby.

Jaka jest definicja dobrej gleby? Wg Zabójczego dobra gleba to taka, gdy jakakolwiek kobieta będąca jej świadkiem piśnie, krzyknie lub zawoła
„O Boże!”. Podczas niedzielnych zawodów w Wierchomli doszło do dwóch dobrych gleb w formacji The Old Pricks / F16 / Zooteka Racing Team. Jedną zaliczył w eliminacjach Junior, a drugą Zabójczy w finale.
Na szczęście bez większych konsekwencji.

Po udanych eliminacjach (Łatek i Junior zakwalifikowali się do finału w najliczniejszej kategorii Hobby Full) podczas oczekiwania na finał stało się to, czego wszyscy się obawiali. Zaczęło lać. Trasa momentalnie pokryła się śliską mazią, a ponieważ wszyscy mieli założone opony na suche warunki, było pewne, że będzie ostro. Niektórzy zastanawiali się nawet nad wycofaniem się.

Mimo tak ciężkich warunków występ naszych zawodników był bardzo dobry. Najbardziej zaskoczył Barnaba oraz Junior, dla którego był to pierwszy start w tym sezonie i na dodatek po raz pierwszy w karierze stanął na podium, zajmując 3. miejsce w kategorii Hobby Full. W tej samej kategorii pięknie pojechał Łatek i zajął miejsce 7.

W kategorii Masters błysnął Barnaba. Pojechał zaskakująco dobrze i zajął miejsce tuż za podium. Lokatę wyżej uplasował się nasz faworyt Ziomal,
dla którego były to też pierwsze zawody w tym sezonie. Wyprzedził go Radek "Dudi" Dudek i niepokonany w tym sezonie „Diabeł” Koniuszewski (który zdążył przed finałem założyć opony na błoto :)).

Pozostali nasi Mastersi, zważywszy na warunki, poradzili sobie całkiem nieźle. Zulus, walcząc również z kacem, zajął miejsce 11. Tuż za nim uplasował się Irek „Laska” Dulniawka, któremu w dolnym odcinku trasy przeszkodził dogoniony Paweł Rytt (miejsce 10.) – tego dnia swoista żywa przeszkoda na trasie ;).
Zabójczy, który jechał płynnie i bez większych błędów, tak się tym zachwycił, że pod koniec trasy za szybko wszedł w ostatni zakręt i zaliczył dobrą glebę. Przeorawszy głową nieco ziemi, pozbierał się jakoś, by chwilę dalej lekko glebować jeszcze dwukrotnie na trawersie przed metą,
ku uciesze zgromadzonych widzów. Po takiej końcówce miejsce 7. powinno go cieszyć.

W najlepszej kategorii Elita, nasz nie nasz Kuba „Świeżak” Rutkowski zajął 8. miejsce, a jego czas był najlepszy spośród Old Prick’sów.
Tak trzymać!

 

28 czerwca 2010 - Nasi na podium w Leogangu

LeogangJak powiedział Doktor Plama: „Wszystko przebiega zgodnie
z moim planem, jestem bezwzględnie inteligentny”.

I tym razem, jak to przystało na prawdziwych mastersów, plan dynamiczny zachwycił swoją przebiegłością.
W ostatnią sobotę delegacja TOP, w składzie
Paweł „Prezes” Rytt
oraz Antares Gryczan (najprawdopodobniej nadałby się do Old Pricks,
ale w chwili słabości założył swój team), z idealnym wyczuciem czasu zameldowała się w Leogangu, dokładnie na start finałów 4X. Pomimo kilku świetnych przejazdów, m.in. Cedrica Gracii i naszych rodaków, którzy – gdyby nie ostatnie błoto – ewidentnie awansowaliby dalej,
4X nas nie zachwycił i udaliśmy się na spożycie ostatnie przejazdy oglądając już na telebimie.

Następnym punktem wycieczki, który mocno wpłynął na naszą dalszą kondycję, było World Cup Party zapamiętane pod hasłem – Austriackie Rolniczki Ruszają Na Żer. Do tej pory żaden z nas nie zdawał sobie sprawy, jak dobrze być międzynarodową gwiazdą downhillu i tak naprawdę ci,
którzy tego nie przeżyli, nie mają bladego pojęcia, o czym piszę. Nic nie trzeba robić: ani siedzieć, ani stać, ani wykazywać inicjatywy – wystarczy być! Aż strach się bać, co by się działo, gdybyśmy założyli nasze team’owe uniformy.

Rozluźnieni tequilą i mocno podekscytowani atmosferą ruszyliśmy
na przechadzkę po barach na World Cup Party. Zwiedziliśmy ich około pięciu. I przeżyliśmy następny szok – austriackie barmanki zachowują się tak samo jak austriackie rolniczki. Nikt nie wie, ile rund zrobiliśmy i jak znaleźliśmy się w pokoju, ale istnieją dowody na to, że było już widno.

Poranek, a w zasadzie południe, standardowo przywitało nas deszczem.
Na śniadanie zjedliśmy obiad i uzbrojeni w jegermajstery ruszyliśmy
na finały DH. W międzyczasie zwiedziliśmy park maszyn, pogadaliśmy trochę z mechanikiem z Syndicate, którego rady wykorzystamy już w najbliższym Pucharze Polski w Wierchomli. Obejrzeliśmy z bliska maszyny na 2011 r.
– i tu trzeba przyznać, że nowa V10 na żywo robi niesamowite wrażenie.
Z ciekawostek: Trek na 2011 r. ma lekko zmienione kształty, Yetii inaczej umiejscowioną szynę, nowe Demo też znajdzie swoich napaleńców, podobnie jak proto M9. Jeśli chodzi o rodzynki, to teamowy Canfield jest tak dopracowaną ramą, że mało kto równie starannie tworzy biżuterię.

Następnie ruszyliśmy na trasę i – co tu dużo pisać – warunki były koszmarne, błoto po pas, korzenie większe niż u nas dropy, ale chłopaki sobie nic z tego nie robili. Chcieliśmy pokibicować naszym, ale była okazja zrobić to tylko w eliminacjach, gdyż w finale nie znalazł się żaden przedstawiciel znad Wisły. Dobrze, że chłopaki próbują swoich sił na takich trasach, ale cóż, nie ujmując nikomu, nasze podwórko to (jeszcze) nie jest poziom Pucharu Świata. Cieszy to, że coraz więcej naszych próbuje sił, podpatruje najlepszych i jest nadzieja, że w końcu zobaczymy Polaka na hot seat, gdyż na podium przynajmniej jednego już mamy ;)

Leogang Leogang Leogang Leogang
Leogang Leogang Leogang Leogang
Leogang Leogang Leogang Leogang
Leogang Leogang Leogang Leogang

 

17 czerwca 2010 - Szosa, downhill, laba

MiguelW miniony weekend, podczas gdy jedni z naszej ekipy uprawiali kolarstwo szosowe na dystansie 800m (patrz zdjęcie), a drudzy zamiast jeździć po stokach Skrzycznego, pozostali na salonach pensjonatu Barabara w Szczyrku, jeden z naszych zawodników wystartował w zawodach
w Szpindlerowym Młynie u naszych czeskich sąsiadów.
Był to Grzesiek Czarnowski, który jak wiadomo, wymiata.
Z tego co mówił, trasa na Czarnej Górze, to pikuś w porównoaniu do tej z Młyna. Szczerze... wolimy w takim razie nawet nie myśleć, jak wygląda.

W eliminacjach Grześkowi poszło bardzo dobrze, bo był czwarty i zanosiło się, że może być podium. Niestety w finale zaliczył glebę, a i tak zajął miejsce ósme, więc gdyby... Ale dość gdybania. Należą mu się ogromne wyrazy uznania. Poniżej prezentujemy zdjęcie z feralnej wywrotki Grześka, które zrobił Jiri Parizek. Swoją drogą robi on bardzo fajne zdjęcia, więc zapraszamy do ich oglądania na jego stronie www.jiriparizek.org lub profilu na Pink Bike'u.

Grzesio

 

11 czerwca 2010 - Faceci z talentem

Każdy z naszej wspaniałej ekipy to facet z talentem. Dlatego też,
gdy zobaczyłem tą reklamę, postanowiłem momentalnie umieścić ją
na naszej stronie.

 

9 czerwca 2010 - Spaleni słońcem

W miniona niedzielę odbyła sie druga edycja Joy Ride Open Series. Tym razem zarówno organizatorom,
jak i uczestnikom pogoda dopisała i na wspaniałej trasie w Jurgowie jeździło się z przyjemnością. Wprawdzie początek sobotnich treningów odbywał się jeszcze w dość błotnych warunkach, ale mocno świecące słońce szybko osuszyło trasę i po południu można było już zmienić opony na suche.

Ekipa The Old Pricks / F16 / Zooteka Racing Team przybyła na zawody
w składzie: Krzysiek "Old Shurehand" Gargas, Paweł "Prezes" Rytt, Przemek "Zabójczy" Stachyra oraz Tomek "Zulus" Kubik jako organizator. Zularez znalazł jednak chwile czasu na jazdę i nawet zdecydował się na jeden przejazd w trakcie zawodów.

Z naszej czwórki jedynie Paweł znał trasę w Jurgowie. Reszta po zapoznaniu sie z nią, momentalnie się zachwyciła. Bezpieczne hopy,
płynne bandy, wallride, rockgarden i techniczne elementy w lesie - sama przyjemność.

Jako pierwszy z naszych zawodników niedzielne zawody rozpoczął Krzysiek Gargas, który startuje w kategorii Masters2. Z przyczyn technicznych pierwszy przejazd wyszedł mu nie najlepiej, ale w drugim znacznie sie poprawił. Przegrał jednak walkę o pierwsze miejsce o 6 sekund. W klasyfikacji generalnej po dwóch edycjach pewnie prowadzi w swojej kategorii.
Tak samo jak na Harendzie, w kategorii Kadet startował syn Krzyśka.
W pierwszym przejeździe zaliczył efektownego tzw. faceplant'a, dzięki czemu rozmiar jego nosa znacznie się powiększył. W drugiej serii, mimo że od połowy trasy jechał bez napędu, było już znacznie lepiej i Jasiek zakończył zawody na miejscu 14.

W kategorii Masters1 rywalizowało 3 naszych zawodników. Wielki Organizator Zulus, wystartował tylko w pierwszym przejeździe, podczas którego wywracał się kilka razy i finalnie był dziewiąty.
Paweł Rytt też glebował w pierwszej serii, dlatego drugą przejechał zachowawczo i zakończył zawody na szóstej pozycji.
Również prezes Stachyra nie zaliczył czystych zjazdów. Nie glebował wprawdzie, ale popełniał błędy i czas drugiego przejazdu wystarczył jedynie na zajęcie 4. lokaty.
Zwyciężył Szymon Tasz, wyprzedzając Michała Domaradzkiego i Bartka Jaśkiewicza.

Trasa w Jurgowie tak nam się spodobała, że na pewno pojawimy się tam jeszcze nieraz.

 

1 czerwca 2010 - Żar deszczem polany

ŻarNo i stało się. Pierwszy start poparty sponsoringiem, mamy za sobą. The Old Pricks / F16 / Zooteka Racing team wystąpił na górze Żar w trzeciej edycji Pucharu Polski w składzie: Gargas, Kubik, Rytt, Stachyra, Szczepański i Ziemecki. Ten ostatni,
pod nieobecność Grześka Czarnowskiego, był naszą, tak zwaną, nadzieją na pudło. Niestety kontuzja wyeliminowała go z niedzielnego startu. Pozostali walczyli dzielnie, mimo utrudnień pogodowych.

W poprzednich sezonach zawody na Żarze odbywały się w pięknych okolicznościach przyrody. Było gorąco i tak relaksacyjnie, że niektórzy z nas jazdę po tej górze odkładali na plan dalszy. Tym razem sytuacja pogodowa była podobna do tej z zeszłorocznych zawodów w Wiśle. Dwa dni treningu w suchych warunkach, a start… w błocie, gdyż niestety tuż przed rozpoczęciem niedzielnych zawodów, zaczęło obficie padać. Po nerwowej zmianie opon i udaniu się na start, nikt z nas nie wiedział dokładnie co dzieje się na trasie.

Nie było jednak tak źle, jak się spodziewaliśmy. Odcinki leśne niewiele się zmieniły, jedynie odkryte trawersy były trudne do przejechania. To właśnie ostatni trawers był zmorą prezesa Barnaby, który pięknie na nich glebował. Szkoda, bo biorąc pod uwagę, że skakał ostatnią hopę (oprócz niego
z naszych skakał ją jeszcze Ziomal i Old Surehand) mógł zająć niezłą lokatę. Szatański w eliminacjach był 13, a zawody zakończył na miejscu 21.

Dwa miejsca za nim uplasował się Wielki Organizator Zulus z Zooteki, który bez kompleksów pokonywał trasę, a biorąc pod uwagę fakt, że był to jego debiut w kategorii Masters, należą mu się wyrazy szacunku. Oto i one: szacunek, szacunek, szacunek, szacunek (cztery wyrazy wystarczą).

Krzysiek Gargas sam przyznał, że zabrakło mu sił w finałowym przejeździe. Mimo braku sił, ostatnią hopę skoczył bez problemów i zajął miejsce 24.

Paweł Rytt, podobnie jak Zabójczy, ostatniej hopy niestety nie skakali. Cóż… kiedyś to nadrobią. Mimo to poszło im całkiem nieźle. Oni sami przynajmniej byli w miarę zadowoleni. Paweł był 16, a Stachyra 15.
Zawody wygrał oczywiście Wojtek „Diabeł” Koniuszewski, drugi był Piotr „Gitara” Kosiński, a trzeci Darek „Skowron” Skowroński. Gratulujemy.

Już wkrótce jednak dominacja Diabła się skończy, gdyż Zabójczy "odkrył" jego sekret, dzięki któremu zwycięża i sam ma zamiar go wdrożyć. Ihaaaaa!

Glebę wyjazdu zaliczył, jak przystało na prezesa i założyciela, Przemek „Zabójczy” Stachyra. Gratuluję sam sobie. Szkoda, że nie była ona na trasie.

 

26 maja 2010 - The Old Pricks Racing Team sponsorowany!

Miło nam poinformować, że nasza wspaniała grupa rowerowa wzbogaciła się o sponsorów. Główna w tym zasługa Wielkiego Organizatora Zulusa
z firmy Zooteka, który złożył Robsonowi, właścicielowi studia tatuażu F16
z Krakowa, propozycję nie do odrzucenia i postanowili nas przysponsorować. Wzruszenie odbiera mi możność pisania...

 

18 maja 2010 - Jeden obraz wart tysiąca słów


 

10 maja 2010 - Było słodko i błotniście

Pogoda w miniony weekend nie rozpieszczała zawodników przybyłych do Zakopanego na imprezę
z cyklu Joy Ride Open Series. Świeża, nieubita trasa
w odcinku leśnym zamieniła się w istną rzeźnię. W takich warunkach jakie tam panowały w niedzielę, chyba mało kto jeździł. Błoto miało taką konsystencję,
że w niektórych miejscach wyhamowywało rowery
do zera, a w wielu blokowało również koła.

Przykładem może być V10 Juniora, który w przejeździe treningowym musiał zatrzymywać się trzykrotnie by wyjąć złogi błota blokujące koła. Podobne problemy, z naszych wspaniałych zawodników TOP, miał też Laska, który jednak dzielnie zdecydował się na start, w przeciwieństwie do Juniora,
który nie widział sensu w uczestniczeniu w zawodach – i trudno mu się dziwić.

Poza Laską, wystartowali jeszcze BrandyBar Szczepański (kuszony przez Team Forfiter, ale tak łatwo go nie oddamy), Krzysiek Gargas oraz Coraz Mniej Zabójczy.
Na uwagę zasługuje fakt, że w kategorii Kadet, w naszych barwach wystartował jeszcze syn Krzyśka, który jest naszym honorowym członkiem. Był to debiut Jaśka w zawodach DH i należą mu się duże wyrazy szacunku, gdyż debiut w tak trudnych warunkach zyskuje zupełnie inny wymiar. Jasiek walczył dzielnie i zajął miejsce 13.

Po pierwszym przejeździe wycofał się Laska, gdyż tak jak wcześniej Juniorowi na treningach, rower zapchał mu się błotem tak, że Irek stracił wiarę w sens drugiego przejazdu i zadowolił się drugą lokatą w kategorii Masters2. Podobnie postąpił Barnaba, któremu schowany w błotnej bandzie Forfiter urwał buta. Szatański jednak wrócił wygrzebać z błota swą własność, spokojnie buta ubrał i równie spokojnie zjechał do mety,
by zaistniałą sytuację omówić przy piwie z prowadzącym zawody Pawelcem oraz jednym z organizatorów Joy Ride Open Series, Zulusem.

Do drugiego przejazdu ruszyli tylko Krzysiek Gargas i Zabójczy. Zabójczy po pierwszym przejeździe nie był z siebie zadowolony (choć był trzeci) i chciał sprawdzić czy poprawi swój czas, zwłaszcza że warunki na trasie lekko się poprawiły. Niestety po małej glebie w lasku zgiął kierownicę i potem jechał jeszcze bardziej tragicznie, glebując dwukrotnie. Choć czas poprawił, to stracił trzecią lokatę na rzecz Pawła Matuszyńskiego. Drugi w kategorii Masters1 był Bartosz Szwed, a pierwszy Michał Domaradzki.
Natomiast Krzysiek Gargas pewnie przejechał drugi przejazd i poprawiając swój czas zdobył pierwsze miejsce w kategorii Masters2. Brawo!

Za start w tak ciężkich warunkach gratulacje należą się wszystkim, którzy wystartowali, ale Juniorowi też :)

 

2 maja 2010 - Grzesiek Czarnowski znowu drugi!

Tegoroczny kalendarz zawodów dla wielu zawodników jest bardzo niewygodny. Start tydzień po tygodniu to wyzwanie zarówno fizyczne, jak i czasowo-finansowe. Głównie dlatego na drugiej edycji Pucharu Polski, odbywającej się w Czarnej Górze, pojawił się tylko jeden nasz zawodnik.
Na szczęście był to jeździec z najwyższej półki, Grzesiek Czarnowski, który powtórzył swój wynik z Wisły, zajmując drugie miejsce. Przegrał niecałe dwie sekundy znowu z "Diabłem" Koniuszewskim. Był to swoisty rewanż Diabła na tej najtrudniejszej polskiej trasie, gdyż w zeszłym sezonie sytuacja była odwrotna.

Na potwierdzenie trudności trasy w Czarnej Górze i świetnej formy Diabła
i Grześka, świadczyć może fakt, że trzeci zawodnik, Radosław Dudek,
stracił prawie 30 sekund do drugiego miejsca. Może to i lepiej, że reszta naszych zawodników nie mogła przyjechać...

 

28 kwietnia 2010 - Piękne rozpoczęcie sezonu

Długo oczekiwane prawdziwe rozpoczęcie sezonu DH miało miejsce w miniony weekend w Wiśle. Część ekipy The Old Pricks przybyła pod górę Stożek - wesołym busem wyrozumiałego Laski - już w czwartek wieczorem.  Junior, Łatek, Laska i Zabójczy swe przybycie uczcili jak to zwykli robić, a nazajutrz rano, poczekawszy na Barnabę i Pawła, rozpoczęli treningi, razem z młodzieżą w osobach Kuby Rutkowskiego i Wojtka Ciosa.

Pierwsze przejazdy ewidentnie wskazywały na to, że z formą nie jest najlepiej (inaczej niż u młodzieży), ale radości z jazdy nie brakowało, co każdy przyznawał podczas przerw na piwo. Trasa wspaniała, pogoda również. Wszyscy zakończyli treningi mocno zmęczeni, ale uradowani, z wyjątkiem Zabójczego, który niestety na swoim ósmym przejeździe mocno zintegrował się z drzewem. Wypadek był tak straszny, że wszystkie kobiety w promieniu 5 km zemdlały (a to daje, jakby nie liczyć, 10 km średnicy, przyp. autor).
W piątek wieczorem wiadomo już było, że uszkodzony podczas tej kraksy bark nie pozwoli mu na niedzielny start. Przemek był bardzo smutny z tego powodu. Strasznie cierpiał. Na szczęście wspaniali koledzy z ekipy TOP go pocieszyli i pocieszali go nieprzerwanie aż po niedzielny wieczór…

Na uwagę zasługuje jednak inna rzecz. Otóż prezes Barnaba postanowił zerwać z hulaszczym trybem życia (na czas zawodów w tym sezonie) na rzecz poprawienia wyników sportowych. Wszyscy zadawali sobie jedno pytanie: „Czy Barnaba wytrwa w postanowieniu?”. Barnaba, ku uciesze gawiedzi i wiernych fanek, stanął na wysokości zadania i przetrwał prawie wszystkie ataki Łatka z cyklu: „Ze mną się nie napijesz?” i dzielnie wystartował w zawodach. Gratulujemy!

Należy też wspomnieć o wysoce niemoralnym zachowaniu „Diabła” Koniuszewskiego, który, najwyraźniej bojąc się konkurencji chciał ją przetrzebić i podstępnie wręczył w piątek prezesowi Barnabie Szczepańskiemu butelkę whiskey, w dodatku z logotypem TotalBikes. Na szczęście koledzy z TOP z butelką się rozprawili.

Na sobotnich treningach cieszyła postawa naszego Grześka Czarnowskiego, który imponująco pokonywał trasę i latał momentami aż za daleko.
Do Wisły przybył również Krzysiek Gargas, który po długiej przerwie spowodowanej kontuzją wraca do jeżdżenia. Niestety szybko musiał Wisłę opuścić z powodu problemów zdrowotnych jednego z przybyłych z nim synów.

W niedzielnych zawodach wystartowało pięciu naszych zawodników.
Kuba „Świeżak” Rutkowski dzielnie walczył w kategorii ELITA, zdominowanej przez Czechów i Słowaków, i finalnie był 35.

W kategorii MASTERS, która z roku na rok jest coraz liczniejsza, Irek „Laska” Dulniawka zajął 28 miejsce, Paweł „Prezes” Rytt 19, a Barnaba Szczepański, który - gdy zobaczył przy trasie swoją dziewczynę Danę - fiknął od razu przez kierownicę i zajął 26 pozycję. Taka to ładna dziołcha, hej!

Choć tej trójce nie poszło rewelacyjnie, to i tak mamy się z czego cieszyć. Drugie miejsce zajął bowiem Grzesiek Czarnowski, który stracił 3,37 sekundy do Wojtka „Diabła” Koniuszewskiego. Gratulujemy!

Galeria z zawodów tutaj

 

14 kwietnia 2010 - Treningu różne oblicza

Nasi reporterzy przekazali nam bardzo ciekawe materiały z treningów dwóch zawodników. Na poniższych zdjęciach widać jak wygląda trening Ziomala. Patrząc na nie, jesteśmy dużo spokojniejsi jeśli chodzi o nasze występy w nadchodzącym sezonie.

Skoro nasz najlepszy zawodnik tak poczyna sobie na motorze, to co będzie wyprawiał na rowerze DH?
Natomiast patrząc na poniższy trening zawodnika konkurencji (nazwisko znane redakcji) ośmielamy się twierdzić, że wielu naszych zawodników kategorii Masters, zajmować będzie miejsca o stopień wyższe
niż rok temu :).

 

9 kwietnia 2010 - Ten sezon należeć będzie do dojrzałych

O kim mowa w tytule? M.in. o nas, mastersach. Już wkrótce bowiem, światem zawładną 8-bitowe stwory. Tylko wychowani na grach z ich udziałem, odnajdą się w nowym świecie.


PIXELS by PATRICK JEAN.

 

2 kwietnia 2010 - Przygotowania do sezonu

Nadchodzi nowy sezon. Wielu zawodników zawzięcie trenuje – przykładowo Rockets Crew i Diabeł śmigali w San Remo. A jak to wygląda u nas? No cóż... różnie. Barnaba zakupił wprawdzie przy pomocy Diabła ławeczkę do treningu siłowego, ale jakie są efekty tego zakupu trudno jeszcze ocenić. Podobną ma Bodzio, ale służy ona jako krzesło przy biurko-parapecie dla jego dziewczyny Barabary. Bodek jednak trenuje na dirtach. Zakupił nawet ostatnio do tych celów rower typu BMX racing.
Ziomal leczy różne kontuzje, ale równocześnie rehabilituje się na motorze,
a to jak wiadomo, trening dobry.
Laska pije piwo.
Zabójczy - zrobił dzisiaj rano 50 pompek (ale na raz!).
Jak trenuje reszta naszych wspaniałych zawodników? Nie wiadomo.

Jedynie o treningu naszego najmłodszego mamy interesujące wiadomości. Świeżak, jak sam donosi, zapisał się do sekcji kolarskiej na Politechnice Lubelskiej. Nie wiemy dokładnie, jak kręcił tam nogami, ale na pewno wspaniale robił to rękami, gdyż wyłapał go jego sor od w-f i zaciągnął do swojej sekcji. A sekcja ta to ergometr wioślarski.
Skończyło się na tym, że biedny mały Świeżak trenował od poniedziałku do czwartku wraz z planem treningowym, który dał mu już nie sor od w-f, tylko trener, przez okres od grudnia do 13 marca, kiedy to odbyły się zawody Lubelszczyzny pierwszego roku akademickiego. Świeżak startował na dystansie 500 m i... zajął drugie miejsce z czasem 1 minuta 30,9 sekund. Dzień później wystartował na Akademickich Mistrzostwach Województwa Lubelskiego na dystansie 1000 m, gdzie wykręcił czas 3 minuty 23,7 sekundy (miejsce 19). Świeżak na tych zwodach dał z siebie tak dużo, że biedak przy rozdaniu dyplomów zemdlał...

Oto wspaniała postawa prawdziwego Sportpricka!

Możemy więc być pewni i szczęśliwi, bo przynajmniej jeden z naszych będzie wspaniale przygotowany kondycyjnie do zbliżającego się sezonu.

 

20 lutego 2010 - Czy megagwiazda do nas dołączy?

Od jakiegoś czasu, za sprawą naszego lidera Marcina "Ziomala" Ziemeckiego, prowadzimy rozmowy, o wstąpieniu
w nasze szeregi, z megagwiazdą Toolywood, Konidalą Shivą Shankarą Varą Prasadem, znanym jako Chiranjeevi.
Mimo że nie wiemy jak radzi sobie w ekstremalnych jazdach na rowerze, to widząc co wyprawia na poniższym fragmenice filmu, możemy przypuszczać, że wykosi w Polsce nie tylko mastersów, ale i elitę.

 

16 lutego 2010 - To trzeba zobaczyć

Dziś rozpoczyna się 57. festiwal piosenki w San Remo. Nikt z The Old Pricks Racing Team nie ma zamiaru tam występować, ani nawet oglądać relacji.

 

5 lutego 2010 - Muzyka na weekend

Wiele było listów z prośbami o jeszcze. O jeszcze więcej Laskowskiego! Przedstawiamy więc kolejny utwór pana Janusza.

 

29 stycznia 2010 - Wywiad z Bodkiem

Z dumą informujemy, że w najnowszym magazynie "Gala"
ukazał się interesujący wywiad z naszym wspaniałym zawodnikiem
Bodkiem Podolakiem
.


 

Sponsorzy

F16 Tattoo Familia

Zooteka

 

Współpraca

maxxoponyrowerowe.pl

Archiwum bardzo fajnych newsów

 
 
Copyrights © The Old Pricks  

zumbi dh-zone