31 grudnia 2009 - Pokaz sztucznych ogni

Dziś sylwestrowe szaleństwo. Poszalejmy zatem i zatańczmy przy tym wspaniałym pokazie sztucznych ogni:

 

17 grudnia 2009 - Muzyka na weekend

Idą swięta. Czas relaksu i wyciszenia. Posłuchajmy zatem czegoś spokojnego. Na ten weekend proponujemy:

 

29 listopada 2009 - Idzie zima

Jaka jest różnica między freeridem rowerowym a narciarskim? Na rowerze trudniej o lawinę.

Avalanche Skier POV Helmet Cam Burial & Rescue in Haines, Alaska from Chappy on Vimeo.

 

20 listopada 2009 - Wielki Shu

Chcemy zaprosić tę garstkę osób, która zagląda na naszą stronę,
do obejrzenia wspaniałych zdjęć Tristana Shu. Ten gość robi niesamowite panoramy 360°. Nam najbardziej oczywiście zaimponował dział ACTION,
ale pozostałe też są warte obejrzenia.

 

8 listopada 2009 - Mistrzostwa Świata stroboskopistów

Wczoraj w rezydencji Szczepańskich na Kobyloku miały miejsce Mistrzostwa Świata stroboskopistów. To pierwsza tego typu impreza na naszym globie. Odbyła się ona przy okazji obchodów urodzin damy serca prezesa Barnaby.

Dla tych co nie wiedzą, małe wyjaśnienie. Stroboskopiści imitują ręcznie, na włączniku elektrycznym, efekt stroboskopu. Oceniana jest zarówno jakość efektu jak i jego dostrojenie do muzyki.

Pierwszy na kontakt wszedł Lawa aka Wasza Miłość. Jego występ zachwycił garstkę zgromadzonych widzów. Jednak większość czekała na pokaz niezwykłego gościa zza oceanu. Na mistrzostwa przybyła bowiem legenda tej nieznanej dyspypliny, Tuman Parametrs. Tuman niestety został na wstępie porwany przez rzesze imprezowiczów, którzy przywdziali mu góralski kapelusz i upili - nie wystąpił. Trzecim i ostatnim zawodnikiem był Czesław Jemen
z Niemenu, ale jego występ był dużo słabszy od Waszej Miłości. Zwycięzcy gratulujemy!

 

14 października 2009 - Zaproszenie

Serdecznie zapraszamy do oglądnięcia zdjęć z wakacyjnej wyprawy prezesa Stachyry. Zabójczy wraz ze swoją Zabójczą Kobitką podróżowali we wrześniu
po Ameryce Centralnej. Zapis fotograficzny z tego wspaniałego wyjazdu, możecie zobaczyć tutaj.

 

6 października 2009 - Mistrzostwa Ukrainy w DH

The Old Pricks Racing Team ma zamiar wystąpić na Mistrzostwach Ukrainy. Ponieważ zawody te odbyły się jakiś czas temu (nawet nie wiemy dokładnie kiedy), nasz występ stoi pod dużym znakiem zapytania. Jednak dołożymy wszelich starań, by pojawić się na starcie u naszych Wschodnich Przyjaciół
i godnie zaprezentować tak znane w Polsce barwy TOP.

 

1 października 2009 - Co dalej z karierą Krzysztofa Podolaka?

Niedawno na stronie SZOK.IT ukazał się wywiad z naszym wspaniałym zawodnikiem Podolakiem. Bodzio informuje
w nim m.in., że zamierza zakończyć swoją kolorową karierę zawodnika DH.
Niestety, z tego co wiemy, to już fakt dokonany! Naszemu Bodkowi słabe wyniki uniemożliwiały wystarczający zarobek by żyć na odpowiednim poziomie.
Ba, jakikolwiek zarobek.
Ponieważ kolarstwo to dla Bodzia całe życie (nie licząc Basi) postanowił połączyć swą pasję z zarabianiem pieniędzy. Teraz ostrzy noże - patrz zdjęcie.
Miejmy nadzieję, że mimo tego, wystąpi w przyszłym sezonie, a nowe zajęcie da mu odpowiednie przygotowanie fizyczne.

 

28 września 2009 - Spóźniona relacja z MP

Na stronie powiało nudą. Szef oddziału mazowieckiego, Podolak Krzysztof, nie wywiązał się z powierzonego mu zadania aktualizacji strony, podczas miesięcznego urlopu prezesa Stachyry. Poważne konsekwencje w stosunku do Podolaka zostały już wyciągnięte. Ma zakaz porzucania DH do czterdziestego roku życia.
A jak dla zawodników TOP przebiegły Mistrzostwa Polski rozegrane 30 sierpnia w Ustroniu?
Wbrew naszym, i nie tylko, obawom co do ograniczeń czasowych w możliwości odbywania treningów na Czantorii, wyjazd do Ustronia zaliczamy do udanych.
Jak zwykle panowała rozrywkowa atmosfera, a niektórzy z nas, oprócz fajnej
i długiej trasy zawodów (zapraszamy do obejżenia jej przebiegu - poniżej), zaliczyli również piękne przejazdy po trasach w pobliskim Szczyrku.

Dzień przed zawodami rano zaczęło padać i fatalna pogoda utrzymywała się do końca dnia. Jedynie Ziomal i Zabójczy trenowali od rana w trudnych, błotnistych warunkach i przy padającym deszczu. Pozostali nasi zawodnicy wyszli na trasę dopiero po południu gdy deszcz już ustał - mięczaki...

Jeśli chodzi o przebieg zawodów to na pewno niepocieszony był nasz najlepszy zawodnik Marcin Ziemecki. Ziomal złapał gumę w przejeździe eliminacyjnym zajmując dopiero 12. lokatę, w skutek czego w finale jechał za dużo słabszym od siebie zawodnikiem. Dogonił go i przy próbie wyprzedzenia zaliczył glebę. Zajął 4. miejsce.
Zadowolony ze swojego występu był Przemek Stachyra. Zabójczy z dwiema wtopami zajął 10. miejsce.
Nieźle, biorąc pod uwagę stosunkowo mała ilość przejazdów po trasie zawodów, pojechał Irek Dulniawka. Nasz nieoceniony Laska zajął miejsce 19.
Czwartym zawodnikiem TOP startującym w najzacniejszej kategorii Masters był znany i lubiany Bogumił Podolak. Niestety ten dobry i doświadczony zawodnik nie miał dobrego dnia jeśli chodzi o sferę mentalną. Poza tym ma fatalny zwyczaj odpuszczania jazdy po pierwszej glebie. Bodzio zajął 21 miejsce.
i znowu chce sprzedać rower.

W kategorii Hobby Full startował Przemek Wawrzynkiewicz. Niestety Juniorowi nie udało się wejść do finału.
W najmocniejszej Elicie wystąpił nasz/nie nasz Kuba Rutkowski. Świeżak, którego sprawy kontraktu są zagmatwane, nie startował w naszych barwach, ale i tak uważamy go za "naszego". Finałowy przejazd niestety nie wyszedł mu dobrze i zajął 14. miejsce.

Mistrzostwo Polski w kategorii Masters zdobył "Diabeł" Koniuszewski. Wicemistrzem został Szymon Tasz, a trzeci był Dariusz Skowroński. Gratulujemy!

MP były również ostatnimi zawodami zaliczanymi do Pucharu Polski. Warto zaznaczyć, że w klasyfikacji generalnej PP nasz Ziomal zajął drugie miejsce.

Oto przejazd po trasie - kamera -> Świeżak

Ustroń-Czantoria trasa z zawodów 30.08.2009 from Yacob_DH on Vimeo.

 

20 sierpnia 2009 - Podolaka prosty plan

Głównie w celu spędzenia miłego weekendu ze swoimi superowymi dziewczynami wybrali się Podolak i Stachyra
do Zakopanego na trzecie Grand Prix Harenda (16.08).
W sobotę po szybkim zapoznaniu się z trasą, która powracającemu do DH Bodziowi przypadła do gustu,
a Zabójczemu nie za bardzo, ustalili plan na niedzielę. Autorem planu był Bodzio i był to bardzo prosty plan - Zgarniamy kasę i spadamy.

W rozwinięciu chodziło o to, że Podolak miał zgarnąć 300 zł za miejsce pierwsze, a Stachyra 200 za drugie. Gdy okazało się, że w zawodach udział weźmie lokalny wymiatacz Szymon Tasz, plan uległ korekcie i Bodzio miał zgarnąć 200 za miejsce drugie, a Zabójczy 100 za trzecie. Zawodnik Stachyra podchodził jednak do tego planu z dystansem, gdyż nie najlepiej czuł się
na bandach, których na trasie było dużo.
Plan, jak na prosty plan przystało, legł w gruzach i finalnie, po przygodach
na trasie i małym zamieszaniu z pomiarem czasu, Zabójczy zajął miejsce szóste, a Bodzio siódme. Były to niestety również dwa ostatnie miejsca.

Ale nie ma co płakać przed zachodem słońca i robić z igły dziury w całym,
więc mówimy hop i 30 sierpnia skaczemy do Ustronia na Mistrzostwa Polski.

 

14 sierpnia 2009 - Z pamiętnika Oldpricka

Kiedy downhill rodził się w Polsce, nie miałem nawet roweru. Gdy już sprawiłem sobie tzw. rower górski, szybko zorientowałem się, że jazda w dół sprawia mi znacznie więcej radości, niż jeżdżenie pod górę. A zobaczywszy zawody DH zorganizowane przez Radiostację w Lasku Wolskim w roku nie pamiętam którym, stwierdziłem, że zjazd rowerowy to coś, co mnie kręci. Niestety w parę dni przekonałem się, że nie stać mnie na jego uprawianie. Ceny sprzętu były daleko poza moim zasięgiem.
Jednak sport ten tak mnie zachwycił, że jeździłem na niektóre zawody,
aby popatrzeć z zazdrością na sprzęt, o którym mogłem tylko pomarzyć,
oraz wyczyny tych, których było na niego stać :). Brałem ze sobą aparat,
a zrobione zdjęcia starałem się jakoś przemycić do dziennika sportowego Tempo (tam pracowałem) oraz do Przeglądu Sportowego. Udało mi się opublikować tylko kilka, bo sporty ekstremalne nie leżały w kręgu zainteresowań tych gazet.
Poniżej link do galerii z majowych zawodów Pucharu Polski w Myślenicach - Nokia Zjazd MTB 2001. Były to czasy, w których rządził Grzesiek Zieliński.
Jak przegrywał, to jedynie z Czechami :)

Nokia Zjazd MTB - Myślenice, maj 2001 r.

 

3 sierpnia 2009 - Siedmiu wspaniałych, a Ziomal najwspanialszy

Piękna pogoda dopisała w niedzielę w Wierchomli na siódmej edycji Pucharu Polski. Ekipa The Old Pricks Racing Team często pojawia się w tej miejscowości w licznym składzie, tak było i tym razem. Przybyło nas siedmiu wspaniałych: Marcin "Ziomal" Ziemecki, Kuba "Świeżak" Rutkowski, Irek "Laska" Dulniawka, Przemek "Zabójczy" Stachyra, Paweł "Prezes" Rytt, Łukasz "Łatek" Łata
i Przemek "Junior" Wawrzynkiewicz.
Trasa była bardzo szybka, momentami aż za szybka, ale fajna i urozmaicona. Nasze treningi przebiegły w miarę spokojnie i przez piątek oraz sobotę tylko Łatek, Ziomal i Zabójczy nabawili się mniejszych i większych potłuczeń. Kuracje piwne pozwalały o naszych dolegliwościach zapomnieć.

W najliczniejszej kategorii Hobby Full ścigali się Junior i Łatek. Ten pierwszy
z bardzo dobrym czasem zajął 8. miejsce. Łatek niestety glebował
w eliminacjach i nie wszedł do finału. A szkoda, bo na treningach prezentował się nieźle.

W najmocniejszej kategorii Elita znowu klasę pokazał nasz "Świeżak".
Kuba po raz kolejny pojechał najszybciej z nas wszystkich (objechał Ziomala :)) i zakończył zawody na miejscu 5.

W kategorii Masters na starcie zabrakło kilku czołowych zawodników,
ale i tak zapowiadało się interesująco. Zwłaszcza że na tak szybkiej trasie łatwo o gleby i awarie sprzętu.
Tradycyjnie najbardziej liczyliśmy na Ziomala, o którego wygraną byliśmy raczej spokojni (jeśli nie złapie gumy lub nie wyglebi).
Ziomal wyglebił. I to dwa razy, ale i tak wygrał! Jego najgroźniejszy w tym dniu konkurent Darek "Skowron" Skowroński (Kingston Racing Team) złapał niestety gumę i nie ukończył zawodów. Drugie miejsce zajął Radek "Dudi" Dudek, a trzecie, tu miła niespodzianka, Michał Sieniawski.

Reszta naszych pojechała na miarę swoich możliwości, choć treningi zapowiadały niespodziankę w starcie Laski. Irek ewidentnie jadąc za kimś, jest znacznie szybszy niż gdy jedzie sam. W finale był 14.
Paweł "Prezes" Rytt, robiący na treningach spontaniczne no-footer'y, był ósmy,
z czego był zadowolony, gdyż to najlepszy, jak dotąd, wynik w jego karierze.
Nie do końca zadowolony był z kolei Zabójczy. Prezes i założyciel TOP napadał pięknie przez 3/4 trasy i gdy już wizualizował sobie w myślach jak stoi na podium... gleba w dolnym lasku przywróciła go na jawę. Zawody zakończył na miejsu szóstym, co w zaistniałych okolicznościach, jest wynikiem dobrym.

Zapraszamy do naszej fotorelacji.

 

30 lipca 2009 - Nowi w składzie

Miło nam w końcu poinformować, że nasza wspaniała i niepowtarzalna ekipa wzbogaciła się o dwóch nowych zawodników. Pierwszy to Grzesiek Czarnowski, który jest ostrym wymiataczem, jeżdżącym na porównywalnym poziomie co nasz lider Ziomal. Drugi to Paweł Rytt aka Prezes. Paweł stylem jazdy przypomina Zabójczego i Szatańskiego, potrafi ładnie glebnąć, co cieszy.

Szczegóły kontraktów nie zostały jeszcze ustalone. Nie wiadomo ile nowi zawodnicy będą musieli płacić za przynależność do klubu. Jednak tego nigdy się nie dowiemy...

 

27 lipca 2009 - Oto był dzień, oto był dzień, który dał nam...

W dniu 27 lipca roku pańskiego 1974, doszło do bardzo ważnego wydażenia, które miało ogromny wpływ na koloryt polskiej sceny DH. W dniu tym przyszedł na świat BODZIO, BODZIUŚ, BODZIULEK. Życzymy Ci drogi solenizancie szybkiego powrotu, samych pozytywnych biometów i satysfakcjonującyh Cię wyników. No i udanego pożycia!

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO BODZIU!

 

21 lipca 2009 - Stożek błota

Szósta już edycja Pucharu Polski, tym razem pod egidą Diverse Downhill Contest, odbyła się w niedzielę w Wiśle. Na bardzo fajnej i wymagającej trasie na Stożku, ekipa The Old Pricks Racing Team trenowała od piątku, w składzie: Marcin "Ziomal" Ziemecki, Kuba "Świeżak" Rutkowski, Irek "Laska" Dulniawka, Przemek "Zabójczy" Stachyra i nasz nowy nabytek, Paweł "Prezes" Rytt.
Podczas treningów była piękna pogoda, lało się piwko i jeździło się bardzo dobrze. Po treningach również lało się piwko, a podczas wieczornych posiedzeń w plenerze... lało się piwko i nie tylko.

W sobotę po południu, kończąc objeżdżanie trasy, każdy z nas miał już zapamiętane jedynie słuszne linie przejazdu i obskakane hopki. Niestety wieczorem miny nam zrzedły, gdyż zaczęło ostro lać. Oznaczało to jedno - trzeba otworzyć piwko i zmienić ogumienie.

Padało całą noc. Rano każdy z nas wiedział, że nasza jazda przeistoczy się
w mocno spontaniczną, a po dwóch przejazdach treningowych, wiadomo było,
że czysty przejazd będzie raczej niemożliwy.

Po eliminacjach można było już obstawiać zwycięzcę w kategorii Masters. Wojtek "Diabeł" Koniuszewski jako jedyny zszedł poniżej trzech minut,
a drugi Darek Skowroński tracił do niego ponad 13 sekund, a nasz Ziomal ponad 14.

Finały potwierdziły dominację Diabła. Osiągnął czas, który dałby mu szóste miejsce w elicie... Skowron utrzymał drugą pozycję, ale tracąc do zwycięzcy aż 17 sekund. Nasz lider Ziomal, stracił niestety trzecie miejsce na rzecz Szymona Tasza i był tuż za podium. Główny powód: Ziomal zanurkował w wielką kałużę w pierwszym lasku i reszte trasy pokonywał niewidząc prawie nic przez swoje gogle.
Reszta naszych zawodników pojechała na miarę swoich możliwości. Zabójczy był ósmy, z czego, biorąc pod uwagę jego przygody na trasie, był zadowolny. Laska poprawił swój czas z eliminacji o ponad 30 sekund i zajął miejsce 15,
a tuż za nim uplasował się Paweł.

Najlepszy czas z naszej ekipy wykręcił tym razem Świeżak. Nasz elitarny zawodnik zajął bardzo dobre, 11. miejsce w tej najmocniejszej kategorii.
Był bardzo zadowolony, i trudno mu się dziwić, że w końcu objechał Ziomala.

Generalnie wszyscy byliśmy zadowoleni z tych zawodów. Jedynie Ziomal nie był zachwycony. Dodatkowo dopadł go później tzw. Syndrom Bogumiła. Pakując rower do samochodu, przebąkiwał coś o jego sprzedaży i porzuceniu DH.
Na szczęście bardzo szybko mu przeszło i już na początku sierpnia będzie razem z nami na siódmej edycji PP w Wierchomli.

 

14 lipca 2009 - Ziomal w reportarzu telewizji Kraków

W krótkim reportażu TVP Kraków o możliwościach uprawiania sportów
w Myślenicach, nasz lider, Marcin "Ziomal" Ziemecki jeździł z kamerą,
jak i przed nią, po trasach DH na Chełmie.

Reportaż można obejrzeć tutaj

 

7 lipca 2009 - Sataniści z Izraela

"Zapowiada się niezła impreza. Przyjechali sataniści
z Izraela" - tymi słowy przywitał ekipę The Old Pricks wokalista zespołu ADHD, którego koncert odbył się na tzw. before party w sobotni wieczór przed niedzielnymi zawodami 5. edycji Pucharu Polski w Kluszkowcach. Dość udaną imprezę rozpoczął inny ludowy zespół z Maniowy o nazwie After Party. Nasz główny pogowiec? poger? poganin? Łatek momentalnie wpadł w wir zabawy i rozpoczął tańce już przy pierwszym kawałku, którego refren wszyscy szybko zapamiętali:

To lokalny zabijaka
Na potęgę jest jebaka
On nie boi się niczego
Czy masz dymy mój kolego?

Jedni bawili się dłużej, inni krócej, ale wszyscy dobrze. W niedzielę natomiast, w różnych stanach świadomości, wspaniała ekipa The Old Pricks stawiła się
do zawodów w rowerowym zjeździe. Jedynie Bodzio Podolak, szargany niezdecydowaniem i niekorzystnym biometem (duchowy -70), długo nie wiedział czy wystąpić w ściganiu. Finalnie, po ostrych namowach prezesów, pojechał jedynie w eliminacjach, które i tak go wykończyły. Czyżby błędy
w przygotowaniu fizycznym?

Pozostali zawodnicy starali się jak mogli, lecz z różnym skutkiem. Kuba "Świeżak" Rutkowski zajął 14. miejsce w kat. Elita.
Łatek (kat. Hobby Full) i Barnaba "Szatański" Szczepański pojechali ewidentnie pod publikę i efektownie glebowali na ostatniej hopie przed metą. Jak ogłosił prowadzący Redakta Rudy, byli to jedyni zawodnicy, którzy tam się wywracali. Na szczęście TOP czuwa nad rozrywką gawiedzi przybywającej na zawody.

Irek "Laska" Dulniawka na swoim nowym, pięknym rowerze zajął 14. miejsce. Prezes "Zabójczy" Stachyra, który ewidentnie ma problemy mentalne i zcykorzył na sekcji 4X, był 10.

Na szczęście mamy takiego lidera jak Marcin "Ziomal" Ziemecki. Jeśli ktoś
na początku sezonu zapytałby nas czy Ziomal nałoży w tym sezonie żółtą koszulkę lidera klasyfikacji generalnej Puchar Polski w kolarskim zjeździe kat. masters, odparlibyśmy, że z pewnością tak ale raczej nie! Tymczasem Ziomal przyodział ten zacny trykot już w sobotę kiedy pod nieobecność aktualnego lidera - Wojciecha Koniuszewskiego, zobligowany został do tego przez regulamin PP. W niedzielę po finale nie było już niedomówień. Na krótkiej, siłowej trasie Ziomal nie pozostawił żadnych wątpliwości drugiemu na mecie Grześkowi Czarnowskiem i trzeciemu Szymonowi Taszowi. Zwyciężając
po raz drugi z rzędu Ziomal udowodnił, że jest aktualnie najlepszym polskim mastersem. Nie trudno było to zresztą przewidzieć kiedy patrzyliśmy przez ostatnie parę tygodni na naszego przyjaciela Ziomala - z jaką pasją trenuje,
z zawziętością godną największych mistrzów sportu. Ten sukces należał mu się jak mało komu. Przed nami dwa tygodnie przerwy i start w najbardziej bodaj prestiżowej rundzie PP w Wiśle-Łabajowie.

Zapraszamy do naszej fotorelacji.

 

9 czerwca 2009 - Ziomal najlepszy w kąpielach błotnych

Kolejne zawody Pucharu Polski za nami. Czwarta edycja tej imprezy odbyła się w niedzielę w Wierchomli, gdzie ekipa The Old Pricks zawsze lubi przyjeżdżać. Sześciu naszych przybyło na miejsce już w piątek i dwa dni
z powodzeniem trenowali do niedzielnych zawodów. Problem jednak w tym, że przed zawodami ostro polało
i warunki na trasie diametralnie się zmieniły. Do tego stopnia, że większość startujących omijała dwie duże hopy, których pokonywanie opanowali na treningach,
a zakręty na trawersach dla wielu okazały się zgubne.
Jeden z naszych zawodników, sam prezes i założyciel Stachyra, przybył
do Wierchomli dopiero w dniu zawodów i po dwóch zsunięciach się z trasy przystąpił do ścigania.

Tradycyjnie najbardziej liczyliśmy na Ziomala, który zawsze dobrze sobie radził na stokach Wierchomli, jednak piątkowo-sobotnie treningi świadczyły, że pozostali nasi zawodnicy również mogą wypaść dobrze w niedzielnych zawodach.

Warunki na trasie były bardzo trudne. Co ciekawe w eliminacjach były lepsze niż w finałach, co widać było po czasach wielu zawodników.
Wszyscy startujący w barwach TOP zakwalifikowali się do finału, co w kategorii Hobby Full (Głód, Junior i Łatek) nie jest takie proste. W Elicie Kuba "Świeżak" Rutkowski wykręcił 9. czas eliminacji, a w mastersach pierwszy był Marcin "Ziomal" Ziemecki, Zabójczy był ósmy, a Laska dziewiąty.

Nadeszły finały a wraz z nimi pytanie "Czy Ziomal obroni pierwszą pozycję?".
Część mastersów eliminacje potraktowała ulgowo, jednak patrzac na czasy wiadomo było, że w finalnej rozgrywce liczyć się będzie tylko czterech zawodników: Ziomal, "Diabeł" Koniuszewski, Darek Skowroński i Grzesiek Czarnowski. Tak też się stało. Skowron był czwarty, Diabeł trzeci, Grzesiek drugi, a nasz Ziomal zwyciężył!
Irek "Laska" Dulniawka zajął 11. miejsce, a Przemek "Zabójczy" Stachyra,
w skutek zachowawczej i bojaźliwej jazdy na śliskich trawersach był dopiero siódmy.

Nasz elitarny Kuba zajał niezłe 11 miejsce. W Hobby Full Głód, Junior i Łatek nie obronili swoich pozycji. Każdy z nich uzyskał gorsze czasy od tych z eliminacji i byli kolejno na 15., 21. i 23. miejscu, co nie jest złym wynikiem.

Niniejszym zawody można uznać za udane.

Cała ekipa The Old Pricks pozdrawia serdecznie panią z dużymi piersiami, która w sobotni wieczór polewała się piwem tańcząc na barze (imię i nazwisko nieznane redakcji.


25 maja 2009 - Czarna Góra rozpaczy

Tydzień przed zawodami na Czarnej Górze usłyszeliśmy
z bardzo wiarygodnego źródła krótką, angielsko-polską opinię na temat trasy tam się znajdującej: "Hardcore. Puchar świata". Autorem tej konstruktywnej opinii był Tomek Gagat, człowiek, który wielkim zjazdowcem jest.

Jako że słowo "hardcore" dla teamu The Old Pricks jest tak samo ważne jak słowa: piwo,  kobiety czy rock'n'roll, postanowiliśmy oczywiście zjawić się 24 maja na zawodach 3. rundy Pucharu Polski na Czarnej Górze. Z przyczyn różnych przybyło nas tylko trzech - Ziomal, Zabójczy i Głód, który po długiej przerwie wrócił do jeżdżenia, jednak w końcu nie startował z powodu braku zbroi (wersja oficjalna).

Niedługo po przybyciu po raz kolejny usłyszeliśmy wcześniejszą recenzję trasy. Tym razem "Diabeł" Koniuszewski określił ją jako "hardcore", a Maciek Jodko rozwinął jego wypowiedź słowami "najtrudniejsza trasa w Polsce".

Zaatakowaliśmy trasę na Czarnej Górze w sobotę rano wraz z Pawłem Matuszyńskim i Karoliną z ZUMBI Cycles. W piątek ostro polało, więc wiedzieliśmy, że będzie ciekawie. Z wyciągu wszystko wyglądało spokojnie, jednak po pierwszych metrach jazdy przekonaliśmy się, że było to złudzenie.

Kamienisty stok zaskoczył nas mocno. Prawie po każdym zatrzymaniu trzeba było szukać miejsca, z którego można było na nowo ruszyć. Ręce bolały już po jego przejechaniu, a była to dopiero 1/4 trasy. Potem był lasek pełen śliskich korzeni i kamieni, gdzie trudno było z początku obrać linię jazdy, gdyż jechało się jak poniosło. Następnie dość płaska sekcja pod wyciągiem, grząska i zdradliwa, i drugi lasek - przyjemny, z małymi hopkami. Na koniec miła przejażdżka po łąkach.
Jak słusznie zauważył Paweł, była to pierwsza w Polsce trasa, na której hopki były najłatwiejszymi elementami.

Mimo naszego początkowego przestrachu i lekkiego marudzenia Ziomala
w stylu: "Przyjechałem sobie pojeździć, a nie walczyć o życie" objeżdżaliśmy trasę do zamknięcia wyciągu. Ze zjazdu na zjazd było coraz lepiej.

Przyszedł dzień zawodów, a razem z nim pytanie prezesa Stachyry: "Jak ja zjadę tę trasę bez zatrzymania?" Cóż...
Mastersów na starcie zameldowało się 18. Paru odpadło na sobotnich treningach, w tym Jarek Pogoda i Patryk Abramski.

Eliminacje przebiegły spokojnie, lecz nie dla prezesa Stachyry. Zabójczy glebował w pierwszym lasku, zgiął kierownicę i zrobił dwa postoje na jej wyprostowanie. Dzięki temu odpoczął nieco i niezrażony dogonieniem przez jadącego po nim Dudiego, fikał i glebował w drugiej części trasy jeszcze trzykrotnie, dzięki czemu zajął przedostatnie miejsce w eliminacjach.

Na finał niektórzy szli jak na skazanie. Dwóch zawodników zrezygnowało,
w tym Milan Suchomel z Czech - to o czymś świadczy.
Zabójczy jechał po raz pierwszy w życiu, nie na wynik, tylko by dojechać. Trasa na Czarnej Górze odarła go ze złudzeń. Oficjalnie przetrenował się
w sobotę, nieoficjalnie mówi się, że jest słaby. On sam twierdzi, że to i to.
Jego przejazd był zachowawczy, na resztkach sił, z jednym potknięciem-zatrzymaniem w pierwszym lesie i krótkim przyblokowaniem przez dublowanego zawodnika w drugim. Finalnie osiągnął 11 czas, lecz z żenującą stratą do pierwszego Grześka Czarnowskiego, który pięknie pocisnął wyprzedzając aż o 4,22 sekundy Diabła. Trzecie miejsce zajął Skowron,
a czwarty był Dominik Pycia. Nasz Ziomal osiągnął piąty czas, lecz był mocno niezadowolony z własnego przejazdu. Oto jego krótka wypowiedź zaraz po wjechanu na metę: "Kur... wyj... się w pier... siatkę. Nie mogłem się  do chu... wyplątać. Ja pier... a tak pojechałem pierwszy lasek, że sam nie wiem, jak to możliwe. Puściłem heble i kur... a potem w prostym miejscu, taki jeb... błąd. Niech to chu..."

Trasa na Czanej Górze, to naprawdę czarna trasa.

 

19 maja 2009 - ŻARoodporni

W minioną niedzielę w Międzybrodziu Żywieckim odbyła się druga runda Pucharu Polski w rowerowym zjeździe.
Ekipa The Old Pricks Racing Team, w składzie Podolak, Ziemecki, Szczepański i Stachyra, zawitała pod górę Żar już w piątek. Wraz z nimi przybył, z zamiarem przeprowadzenia warsztatów pt. "Jazda a umysł", drużynowy psycholog, autor wielu rozpraw psychologicznych, znany i lubiany mgr Łukasz Lawrenz.
Lawa przystąpił do warsztatów natychmiast po przyjeździe, wczesnym popołudniem. Zawodnicy Podolak i Szczepański, żądni wiedzy, z marszu do nich przystąpili i uczestniczyli w nich do późnych godzin wieczornych.
Ziemecki i Stachyra zwagarowali uciekając na rowerach, na pobliską trasę DH, na której wraz z Juniorem trenowali do niedzielnych zawodów.

Sobota przed zawodami także przebiegła pod znakiem warsztatów
mgr Lawrenza. Po rozluźniających, porannych zjazdach, wszyscy zawodnicy TOP przybyli ok. południa na wykłady i dyskusje. Gościem specjalnym był niejaki Kleju (na zdjęciu), który wprowadził dużo pozytywnego nastroju w zmęczone wykładami umysły.
To spowodowało, że Szczepański tak otworzył się przed psychologiem i zaangażował w dyskusje, że w końcu padł wyczerpany po paru godzinach zgromadzenia. Reszta zawodników dotrzymała do późnego wieczora.

Nazajutrz wszyscy w optymistycznych nastrojach wstali, by wziąć udział
w zawodach Diverse Downhill Contest. Jedynie Szczepański w nich nie startował, gdyż udał się na indywidualne wykłady do psychologa Lawy.

Biegi eliminacyjne przebiegły bardzo spokojnie, ale interesująco. Nasz Ziomal uplasował się na drugiej pozycji, za Peterem Drabikiem. Bodzio był 10.,
a Zabójczy 16. Jednak wiadomo było, że wszyscy pojechali na pół gwizdka, gdyż masterów było 21, więc wszyscy kwalifikowali się do przejazdu finałowego.
W finale zaatakował "Diabeł" Koniuszewski, który wskoczył na drugą pozycję pomiędzy Drabika i trzeciego Piotrka "Gitarę" Kosińskiego. Ziomal dojechał na 5. pozycji przegrywając o pół sekundy z Dominikiem Pycią. Bodzio zakończył zawody na 12. miejscu, a tuż za nim był Zabójczy. Obydwaj zawodnicy, zastanawiali się potem, czy na ich słaby wynik nie miały przypadkiem wpływu odbyte wcześniej warsztaty psychologiczne...

Wypada też wpomnieć o zapomnianym już, wspaniałym, weekendowo- autobusowym zawodniku, który zaszczycił wspólne, jakże aktywne, grono uczestników tzw. pasywno-towarzyskich! Tymże boskim i zdeterminowanym był K. Weber, który zaskoczył wszystkich (siebie również) swoim nieoczekiwanym przybyciem. Opuszczając piątkowe i spóźniając się znacznie na sobotnie warsztaty psychologiczne, wykluczył się nieco z ich genezy, lecz nadrobił dużo na wieczornych wykładach w sobotę.

 

4 maja 2009 - Zagrali w oczko z Rometem

3 maja w Wierchomli rozegrano zawody w zjeździe kolarskim MTB (Black Jack Arkus-Romet-Dwie doliny Cup round #1). Na starcie stanęło 3 zawodników formacji The Old Pricks: Szatański, Zabójczy i Podolak. Totalna zwała w przeddzień zawodów wyeliminowała Laskę, który nie dość, że połamał przednie widełki marki Rock Shox, to na dodatek sam się nieco poobijał.

W kat. masters wystartowało 9 zawodników. Jedyną gwiazdą i faworytem był Darek Skowroński z Warszawy. Jednak po biegach eliminacyjnych mógł jedynie przecierać oczy ze zdziwienia, albowiem 1. pozycję w biegu eliminacyjnym wywalczył inny gwiazdor z Warszawy – Bogumił Podolak, Jr. Zabójczy wraz z Szatańskim plasowali się w połowie stawki – na miejscach
5. i 6.
Z mocnym postanowieniem objechania faworyta ruszył Podolak w biegu finałowym. Niestety, bieg ten zakończył po niespełna dwustu metrach, kiedy to z impetem zahaczył pedałem o kamień i z niemniejszym impetem wylądował na glebie, odnosząc przy tym niemałe obrażenia. Tym samym pozostali członkowie ekipy awansowali o jedną pozycję. Zabójczy o 0.6 sek wyprzedził Szatańskiego zajmując 5. pozycję. Zawody na wielkim luzie wygrał Darek Skowroński.
Czy role się odwrócą 17 maja w Międzybrodziu Żywieckim? Zobaczymy.

Zapraszamy do naszej fotorelacji.

 

30 kwietnia 2009 - Czy leci z nami prezes?

Po ponad półrocznej przerwie wznowione zostały wyścigi formuły 1 kolarstwa górskiego – Puchar Polski w zjeździe AD 2009. Obserwatorzy spodziewali się wysokiej frekwencji i nie przeliczyli się. W myślenickich zawodach wystartowało 450 zawodników, wśród nich mocna delegacja The Old Pricks. W kategorii masters zadebiutował prezes, Barnaba Szczepański, aka „Baran Boży Szatański”. Zamieszania z jego licencją było co niemiara, lecz koniec końców Baran wystartował z glejtem z małopolskiego PZKol-u. Podobnie zresztą było z innymi członkami teamu, którzy pochodzą z tego regionu Polski. Warto podkreślić, że Baran wyposażony został przez myślenicką manufakturę Zumbi w jej flagowy produkt F44. Z kolei prezes-założyciel, Przemek Stachyra, wystąpił na przebojowym rowerze Iron Horse Synday/Marzocchi 888.
Z pozostałych członków ekipy na starcie pojawili się "Ziomal" Ziemecki, Bodzio "The Living Legend" Podolak, Irek "Laska" Dulniawka i najmłodszy – nowy narybek – Kuba Rutkowski z Chełma! Małolat tak przypadł do gustu starszakom, że bez obciachu zasilił drużynę. Kuba solidnie przejął się nową rolą i wyrobił se licencję kat. elite!

Jednak w najważniejszej dla formacji kategorii masters wystartowała rekordowa liczba 34 zawodników! A wśród nich bodaj największa gwiazda Pucharu Polski sprzed lat: Petr Drabik ze Słowacji. Tego tuza wspomina Bodzio Podolak, Jr.:
Petr w kat. elite wymiatał wszystkich. Podskoczyć nie mogli mu ani Zielu, ani Siara. Petr gonił resztę Polski zarówno w DH, jak i w dualu. Często z nim gadałem, ale nigdy nie byliśmy na żadnej libacji, bowiem Petr prowadził się jak na wyczynowca przystało. Nawet po zakończonym PP w dualu, kiedy Petr zgarnął fiata seicento, szybko spakował się i pojechał do kraju. Wcześniej jednak mój kumpel nakrył go z pewną koleżanką w niedwóznacznej sytuacji. Ale to był wyjątek. Zatem wyobraźcie sobie jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem go podczas treningów w Myślonach. Pozbyłem się wszelkich złudzeń, ale też wiedziałem, kto wygra, bo, z całym szacunkiem dla pozostałych zawodników, na Petra nie ma mocnych. A żeby było śmieszniej, Petr przyjechał z... 16-letnim synem, Oliverem.

Jak zatem łatwo wywnioskować, zawody w kat. masters wygrał słynny Słowak – choć z niewielką przewagą. Niecałą sekundę po nim na mecie pojawił się Wojciech "Diabeł" Koniuszewski. Zawodnik ten mocno przepracował sezon zimowy i będzie faworytem PP. Diabeł ma mocne postanowienie, aby znaleźć się w finałowej czwórce ME w 4X kat. masters, które odbędą się w połowie czerwca w Słowenii. Życzymy powodzenia.
Trzeci był niejaki Dusan Malecka ze Słowacji. Mocno sezon rozpoczął Grzesiek Czarnowski z Bydgoszczy, który uplasował się na 4 pozycji. Tuż za nim na mecie pojawił się niedoceniany Piotr Kosiński, aka Gitara, który sprawił se miłą niespodziankę w postaci objechania Dominika Pyci z Kluczborka. Na 7. pozycji zawody ukończył junior wśród mastersów, tegoroczny debiutant, Radek Dudek.
Gorzej powiodło się znakomitemu asowi z Zakopca, Szymonowi Taszowi (8.). Darek Skowroński był 9. Tuż za pierszą dziesiątką, jako pierwszy z Old Pricksów na mecie zameldował się Bodzio Podolak, Jr. Pewnikiem pierwszym z tej ekipy byłby Ziomal, ale przejazd finałowy mu nie wyszedł i uplasował się dopiero na 14. pozycji. Lider ekipy jechał niewpięty w jeden pedał przez ponad pół trasy, a na samym końcu zaliczył glebę. W swoim debiucie w kat. masters Barnaba Szatański wykręcił 17. czas, co potwierdza jego aktualne możliwości.
Niestety, to wszystko, co można powiedzieć o zawodnikach The Old Pricks. Resztę należałoby przemilczeć.
Irek "Laska" Dulniawka, zajmując 31. miejsce, przegrał o włos awans do finału z Grześkiem Górą.
Prezes-założyciel, „Zabójczy” Przemek, podczas biegu eliminacyjnego trzykrotnie oddawał się nowej pasji – szukaniu trufli w myślenickich lasach. Poszukiwania rozpoczął już za pierwszą leśną hopką, waląc konkretną glebę. Pozbierał się wprawdzie jakoś, ale dalej jechał już ze skrzywioną kierownicą wywracając się jeszcze dwukrotnie, w tym na ostatniej hopie przed metą, wpadając pechowo w siatkę zabezpieczającą. Nieszczęśnik (wg. Bodzia lapeta) spędził przy niej dłuższą chwilę zanim udało mu się wyplątać rower i dojechać do mety. Po takich przygodach wynik mogł być tylko jeden - ostatnie miejsce eliminacji, a i trufli brak.

Lasce i Zabójczemu najwyraźniej brak pewności siebie. Czy wyeliminują braki przed następnymi zawodami?

 

29 marca 2009 - Przed sezonem

Jeszcze nie zaczął się na dobre nowy sezon, a już niepokojące wieści nadchodzą ze stajni The Old Pricks. Krzysiek Gargas zaliczył glebę
w otoczeniu niezwiązanym z rowerami, ale skutecznie uszkodził lewy bark,
a konkretnie stożek rotatora lewego ramienia i jego mięsień dwugłowy.
Ta fachowo brzmiąca diagnoza prawdopodobnie wykluczy Old Shurehand'a
z jeżdżenia do lipca. Być może rozonans magnetyczny umożliwi bardziej dokładne oględziny barku, ale o tym dowiemy się, dzięki szybkodziałającej polskiej służbie zdrowia, już w czerwcu.

Niestety nie tylko Krzysiek jest kontuzjowany. Nasz czołowy napadacz Marcin Ziemecki, trenując w piątek na swej spalinowej zabawce, motorze enduro, stracił nad nim panowanie i spadł z dość wysoka na twardą ziemię, odbijając się od niej jak piłeczka i z podejrzeniem pęknięcia miednicy kuruje się teraz
w domu stękając przy każdym ruchu. Ziomal jest na szczęście pod dobrą opieką Dr. Karoliny i miejmy nadzieję, że zobaczymy go na inaugaracji sezonu pod koniec kwietnia w Myślenicach.

Pozostali zawodnicy czują się dobrze, lecz ich kondycja to wielka niewiadoma. Szef oddziału mazowieckiego, Bogumił Podolak Jr., przez całą zimę ostro trenował kolarstwo przełajowe i sporty zimowe.
Z pewnych źródeł wiemy jednak (Bodzio sam siebie wsypał), że towarzysząca treningom dieta polegająca na wyzwalaniu cukrów (a jak wiadomo cukry to węglowodany czyli energia) przez spożywanie dużych ilości alkoholu, wpłynąć mogła negatywnie na jego kondycję fizyczną.
Na szczęście trzy tygodnie temu kontrolę nad nim przejęła Dr. Barabara
z Krakowa i zmieniła mu system treningów, choć ze swą dietą Bogumiłowi rozstać się ciężko.

Prezes Szczepański jest w trakcie wymiany ramy i jeszcze nie zaczął na dobre treningu rowerowego. By nie dać sflaczeć nogom swym, przez zimę trenował zjazdy na śniegdesce co powinno utrzymać jego kondycje na poziomie typowym dla niego.

Drugi z prezesów, Stachyra (ten wyższy rangą), nie do końca wie w jakim stanie jest jego kolano, które uszkodził pod koniec sierpnia, ale już na dniach będzie miał swój nowy, wyczekany rower i po siedmiomiesięcznej przerwie wraca do DH. W planie ma treningi w Myślenicach w nadchodzący weekend.

Jako pierwszy, na poważnie, sezon rozpocznie Irek Dulniawka. Laska wystartuje w Solnym Downhill'u, który odbędzie sie już na dniach - 4-5 kwietnia w kopalni soli w Bochni. Niecierpliwie czekamy na jego relację z tej wyjątkowo ciekawej imprezy.

 

17 marca 2009 - Archiwa IPN

Podążając za serwisem dh-zone.com, który umieścił dziś informację o pewnej znaczącej roli drugoplanowej naszego szefa oddziału mazowieckiego, Bodzia Podolaka, informujemy, iż każdy aktor, znający się na swym fachu, doskonale wie, że najtrudniejsze role to właśnie role drugoplanowe. Kunszt występu Bodzia w wideoklipie Kapitana Nemo - Zabierasz Moje Sny możecie podziwiać
w pierwszej minucie i trzynastej sekundzie.

To nie pierwszy popis aktorski Podolaka. Pierwszoplanową rolą popisał się
w kultowej już chyba Odysei rowerowej cz. 3, gdzie wystąpił obok takich sław jak Maniek, Pyton, Rudy, Nieznana Starsza Kobieta I i Nieznana Starsza Kobieta II.

 

Bodzio to jednak niejedyny nasz członek, który ma wideozapisy
w archiwach IPN. W ich bezkresach znajduje się również nagranie z drugiego programu telewizji polskiej, na którym można zobaczyć Prezesa Stachyrę (niech nam żyje prezes naszego klubu!) próbującego wraz z zespołem GEN walczyć z rozszerzającą się pod koniec lat 90. muzyką techno.
LONG LIVE ROCK 'n' ROLL!

 

 

10 lutego 2009 - Kalendarz startów

Oto kalendarz startów ekipy The Old Pricks w 2009 roku:

26.04 Myślenice Diverse Downhill Contest/1. runda Pucharu Polski
17.05 Międzybrodzie Żywieckie Diverse Downhill Contest/2. runda Pucharu Polski
24.05 Czarna Góra 3. runda Pucharu Polski
07.06 Wierchomla 4. runda Pucharu Polski
14.06 Kranjska Gora (Słowenia) Mistrzostwa Europy
05.07 Kluszkowce 5. runda Pucharu Polski
19.07 Wisła Diverse Downhill Contest/6. runda Pucharu Polski
02.08 Wierchomla 7. Pucharu Polski
23.08 Krynica Diverse Downhill Contest/8. runda Pucharu Polski /Mistrzostwa Polski
30.08 Praloup (Francja) Mistrzostwa Świata Mastersów
20.09 Schladming (Austria) 8. runda Pucharu Świata

 

28 stycznia 2009 - Zmiany, zmiany, zmiany

Początek roku przyniósł pewne zmiany w formacji
The Old Pricks. Departament marketingu negocjuje
z bydgoskim Rometem. Niestety szczegółów nie znają nawet koordynaorzy poszczególnych sekcji regionalnych. Jedno jest pewne - nikt z członków ekipy na złomie jeździć nie będzie.
Barnaba (aka baranek boży) podpisał indywidualny kontrakt
z myślenickim producentem Zumbi i w nadchodzącym sezonie dosiadał będzie flagowego produktu małopolskiej manufaktury - F44.
Za amortyzację przedniego koła nadal odpowiedzialny będzie element Marzocchi typu junior.
Przemysław Stachyra, który pozbył się legendarnej Kony Stinky, jest w trakcie zakupu niemniej legendarnego Sunday'a marki Iron Horse.
Pozostali członkowie zespołu nie przewidują zmian i pojawią się na trasach Pucharu Polski na dobrze znanych modelach z lat poprzednich.

Kolejną zmianą - dość istotną - jest zatrudnienie psychologa, który odpowiedzialny będzie za odpowiednie przygotowanie mentalne zawodników w trakcie weekendów wyścigowych. Na tym stanowisku spotkamy dobrze znanego Łukasza Lawrenza (na zdjęciu). Lawa już w miesiącu styczniu br. zdobył pierwsze, cenne punkty do rankingu Idioty roku. Trzeba przyznać,
że trudno będzie go pokonać w tej konkurencji.
Pierwsze wspólne treningi zaplanowane są na miesiąc marzec. Wówczas planowane jest pierwsze zgrupowanie w siedzibie głównej The Old Pricks
w Myślenicach. Bazą jak zwykle będzie tzw. Kobylok.
Zapraszamy i do zobaczenia wkrótce...

 

1 stycznia 2009 - Życzenia noworoczne

Gleb bez konsekwencji, fajnych tras, niezawodności sprzętu oraz czasów gorszych od naszych życzy w Nowym Roku The Old Pricks Racing Team.

 

13 października 2008 - Zawody w kolarstwie przełajowym

The Old Pricks Racing Team to bardzo wszechstronna grupa. Z przyjemnością informujemy, że 11 listopada jeden z naszych członków stanął na starcie ogólnopolskiego wyścigu przełajowego z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Zawody odbyły się w Zalesiu Górnym. To był jego pierwszy start w tego rodzaju imprezie i od razu zakończony sukcesem.
Nasz zawodnik zwyciężył w kategorii Niecałe dwa okrążenia. Gratulujemy!

 

29 października 2008 - Wieczór filmowy

Dziś na TV4 mega hit japońskiego kina kat. E. - "Powrót Godzilli"
w reżyserii Koji Hashimoto. NWD przy tym wymięka. Przychodzi wielki potwór
i straszy biednych japończyków, kobiety wrzeszczą, a monstrum wszystko niszczy. Niestety pod koniec filmu, przy akompaniamencie orkiestry stanie się coś strasznego.
Dziękuję Ci tato, że nie zabrałeś mnie na ten film do kina gdy miałem 10 lat.

 

23 października 2008 - Refleksja prezesa i założyciela

Wczoraj przez przypadek widziałem początek filmu pt. "Aniołki Charliego".
Po tym co zobaczyłem stwierdzam kategorycznie, że jestem strasznym cieniasem. Mało, wszyscy downhilowcy są cieńcy. Nawet Bodzio. I Joda też.

 

18 października 2008

Polecamy film Pauliny Kolarz, z fragmentami czerwcowych zawodów
w Wierchomli. Zawiera m.in. wywiady z Dibi, Bodziem, Laską i Ziomalem,
oraz efektowny atak prezesa Barnaby na duże drewno (slołmołszyn!)
na równie efektownym tle.


17 października 2008


Dziś będzie pochmurno. Wiatr silny, czasem słaby, momentami porywisty.
Dzień kąpieli Bogumiła.

 

17 września 2008 - Rozdarcie by Czestochowa's Rhymes

Ciemne chmury wiszą na niebie
Tylko niekiedy promienie słońca
Ospale przebiją się przez nie
Blisko sezonu jesteśmy końca

Sarenki i żuczki, hasają sobie
Są już bezpieczne nareszcie
Nikt ich w obecnej dobie
Nie spłoszy w zjazdu afekcie

Choć jeszcze lato jest ciągle
Mało jaki ptaszek zaćwierka
Każdy z naszych czuje się podle
W stronę butelki często zerka

Idzie jesień, idzie zima
Zjazdówki odstawić czas
Pęknie niejedna flaszyna
Nim pojeździ każdy z nas

8 września 2008 - Z pamiętnika Bogumiła - relacja z finału X-Fighters

Kiedy parę miechów temu ktoś mi powiedział, że red bull robi ostatnią, finałową rundę x-fightersów na stadionie X-lecia, parsknąłem śmiechem. Tymczasem 45 dni roboty, 540 wywrotek gleby, Schodek w ekipie budowlanej, dwa dni treningów, a ja nadal nie mam biletów. Mówię, że te dwie sesje treningowe, na które miałem akredytkę mi wystarczą.
Sobota; godzina 17 z minutami; Polska gra piach z marną Słowenią. W końcu dzwoni Pawelec i mówi, że ma dwa bilety dla mnie. Niecałą godzinę później siedzę już na sektorze D2. Powoli wypełniający się stadion robi zgoła inne wrażenie niż za dnia podczas jazd (lotów) próbnych. Tor jest naprawdę imponujący. Sądzę, że zawodnicy nie jeździli do tej pory na równie fajnym. Cztery hopy w ciasnym rytmie i na koniec quarter. Każdą z hop można fikać
w dwie strony. Do tego dwa boczne kickery i kawałek do jazdy na czas
- z falkami, step upem i step downem.
O dwudziestej na telebimach leci stara kronika filmowa. Pokazują ostatnie kawałki wyścigu pokoju. I za chwilę na płycie pojawiają się "prawdziwi" szosowcy. Chwilę później swoje umiejętności prezentują milicjanci z komendy ruchu drogowego w Piasecznie. Zgrabnie balansują jadąc we dwójkę na motocyklu z koszem. Inni funkcjonariusze skaczą na emzetkach trophy
z małych drewnianych hopek.
Organizatorzy naprawdę się spisali. Czuję, że to będzie niezapomniana imperka. Na trybunie honorowej siedzą: minister sportu Drzewiecki, Irena Szewińska oraz Ryszard Szurkowski. Jest cudnie! Czas jednak zacząć prawdziwą jazdę. -> czytaj dalej

 

4 września 2008 - Towarzysko w Wierchomli

W najbliższy weekend w Wierchomli będziecie mogli spotkać się z członkami Myślenickiego Towarzystwa Cyklistów, w którego składzie są też oczywiście zawodnicy TheOldPricks.com. W sobotę wieczorem planowana jest tradycyjna libacja, podczas której uczestnicy podsumuja kończący sie sezon. Za dnia planowane są wspólne wycieczki rowerowe.
Niestety na ziemi Sądeckiej zabraknie prezesa i założyciela The Old Pricks Racing Team, Przemka Stachyry, który podczas ostatniego weekendu wyścigowego w Kasinie uległ groźnemu w skutkach wypadkowi. Wstępne diagnozy mówią o naderwaniu więzadeł pobocznych kolana.
Do Wierchomli nie przyjedzie też Podolak, który tradycyjnie o tej porze roku skupia się już na doskonaleniu technik użytkowych na dircie i torze do 4X. Głowy do góry! W Wierchomli nie zabraknie nawiększych hulaków w ekipie: Barnaby, Lawy oraz... Ziomala, który pozbawiony stresu startowego na pewno rozbawi na dyskotece największych smutasów. Do zobaczenia.

 

1 września 2008 - Z pamiętnika Bogumiła

Wczoraj byłem chyba na najlepszych zawodach na jakich kiedykolwiek byłem! W Milanówku Nypel już po raz piąty zorganizował mistrzostwa Polski (chyba takie mniej oficjalne) w dirt jumpingu na rowerach wyposażonych w koła 20" oraz w większe MTB (24", 26"). Z tej okazji do małego miasteczka nieopodal Warszawy przyjechało wielu zawodników z zagranicy. Byli Czesi, Słowacy i jeden znany Szwed, Martin Söderström, w którym upatrywano przyszłego zwycięzcę konkursu na kopczykach ziemnych.

Trasa naprawdę przypominała te, które oglądać można w zagranicznych telewizjach sportowych. Na śmiałków czekał na dzień dobry mega drop, który robił za rampę startową. Na tej przeszkodzie udział w zawodach zakończył jakiś Piotrek z Krakowa od Duncona. Nie widziałem tej gleby, ale z relacji wynika, że koleżka zaliczył niedolota przednim kołem na dropie i lądował na pysku z wysokości mniej więcej drugiego piętra. Oczywiście lądował już bez świadomości. Pogotowie odwiozło go do pobliskiego szpitala gdzie okazało się, że w gruncie rzeczy nic mu nie jest poza ogólnym poturbowaniem. Kolo miał sporo szczęścia.

Jako, że na imprezę przyjechało trzech profesjonalnych konferansjerów, którzy liczyli na łatwą kasę, szef przedsięwzięcia wspomniany, Nypel, który dwa tygodnie temu złamał nogę, sam wziął mikrofon do ręki i profesjonalni konferansjerzy mogli swobodnie udać się do baru na browar. Z tego też powodu relacja ta może wydać się lekko niepełna.

Z ciekawszych trików widziałem: 360 z tailwhipem, oposite 360, oczywiście flipy w różnych prostych kombinacjach (np. z turn downem). Nie doczekaliśmy się front flipa a to dla tego, że Szopa tydzień temu też miał kraksę na dropie
i start se odpuścił. W konkursie skoków na dużych kółkach wygrał Papież.
Choć niezależni eksperci twierdzą, że zwycięzcą powinien być Martin Söderström (od tego roku jeździ dla NS bikes!). Trzeci był Kraja, który regularnie trenuje na mojej górce Kazurce na warszawskim Ursynowie.
W konkurencji BMX równych sobie nie miał Dušan Antalík ze Słowacji.
To koleżka, który często prezentuje swoje umiejętności na zachodzie Europy. Szkoda, że Piret nie wskoczył na podium. Dla mnie to najlepszy w Polsce rider BMX w stylu dowolnym.

Poziom zawodów w Milanówku stale rośnie. Rok temu grube tricki często były nieudane. Wczoraj oglądałem zlądowane 360 tailwhip czy podwójne tailwhipy. W konkurencji best trick wygrał Tomas Zejda z Republiki Czeskiej. Koleżka na dropie skleił tailwhipa. Za co wspólnie z Papieżem zgarnęli po 500 euro. Uroczo, czyż nie?

Z zakulisowych akcji mogę pochwalić się tym, że nie wyjechałem z piąchy Tomaszowi Burnosowi a jedynie dostał ode mnie i od Pawelca solidny opierdziel za jakość audycji o sportach ekstremalnych w polskiej wersji językowej eurosportu. Na koniec okazało się, że chodziliśmy do tego samego ogólniaka i w ten sposób znienawidzony Burnos został moim kolegą.

 

25 sierpnia 2008 - Końca nadszedł czas

podiumZ mieszanymi uczuciami wyjeżdżali z Kasiny Wielkiej nieopodal Limanowej sympatycy formacji The Old Pricks. A bo to jedni
w ogóle nie dotarli na miejsce wyścigów (Barnaba - pożyczył prezesowi-założycielowi sprężynę do dampera), inni zaś zanotowali słabe występy (Jaco, Podolak, Zabójczy, Gargas, Laska). Debiutujący w barwach TOP Arcadio Morales, zobaczywszy błotko, zrezygnował z jazdy.
Na osłodę - w dodatku bardzo słodką - pozostał jedynie doskonały występ lidera grupy, Marcina Ziemeckiego.

Ziomal po raz wtóry nie zawiódł. Podtrzymał doskonałą passę, którą rozpoczął przed dwoma tygodniami w Wierchomli, gdzie odniósł pierwsze zwycięstwo
w tym sezonie. Tym razem jednak popularny Ziomal musiał uznać wyższość Diabła Koniuszewskiego. Diabeł, solidnie wyjeżdżony w Whistler w Kolumbii Brytyjskiej, na trudnej technicznie trasie zdemolował konkurencję, wyprzedzając Ziomala o 8 sekund! Diabeł jednak o mało nie zaliczył totalnego dzwona na ostatnim gapie. Doszczętnie zmordowany ledwo ustał lądowanie. Trzeci na mecie zameldował się Dominik Pycia z Kluczborka.

Sporą niespodzianką była porażka zdobywcy Pucharu Polski, Zakopiańczyka Szymona Tasza (karpiel.com). Szymon podczas biegu finałowego wyrżnął trzy razy i zawody ukończył dopiero na ósmym miejscu. Wyprzedzić go zdołali: niedysponowany (kontuzja kolana) Darek Skowroński z Warszawy (skowronracing.com), powracający po przerwie Grzesiek Czarnowski oraz Maciek Kościelnicki i Jakub Porąbka (!).

Niestety pozostali zawodnicy teamu The Old Pricks nie dorównali swojemu koledze Ziomalowi i na mecie zanotowali dopiero 11.,12., 17. i 19. miejsca. Przemek Stachyra dzień wcześniej sieknął duża hopę (13 m), a następnie na treningach w dniu zawodów zerwał więzadła w lewym kolanie! Jednak jak na prezesa-założyciela przystało, zacisnął zęby i walczył do końca. W poniedziałek jednak leżał już w łóżku z gipsem na nodze, rozkoszując się zwolnieniem lekarskim i towarzystwem wybranki serca, młodej i pięknej Karoliny.

Podolak, który glebił na potęgę w dniu zawodów na przesychającej trasie, zaryzykował i wybrał ogumienie na suche warunki. W obliczu nadchodzących czarnych chmur nie przeliczył się. Wożąc się na błotnistych sektorach trasy poległ dopiero na korzeniach - najbardziej wymagającym technicznie odcinku stoku Śnieżnicy. Do tej pory utrzymywał wysokie prędkości chwilowe.

Krzysiek Gargas, który lubi trudne warunki tym razem, na skutek problemów technicznych, zaliczył bardzo nieudany występ, zajmując dopiero przedostatnie miejsce. W przejeździe finałowym, podobnie jak w eliminacjach, wypadł mu łańcuch z napinacza i prawie całą trasę przejechał bez napędu. Do tego doszły jeszcze problemy z tylnym hamulcem.
Irek "Laska" Dulniawka, zintegrował się mocno z drzewem i z zawrotami głowy dotarł na miejscu 17.

Klasą jednak dla samego siebie był Diabeł. Tracąc do zwycięzcy kat. elite zaledwie ok. 15 sekund potwierdził swoją przynależność do krajowej czołówki. Ziomal pojechał na swoim dobrym poziomie - tam gdzie leżał Bodzio, on jechał na tzw. front wheelie - oczywiście niezamierzonym. Jak przyznał na mecie, na Diabła nie było tego dnia mocnych.

Tak zakończył się drugi, jakże udany, sezon grupy The Old Pricks. Twardzi, przystojni i dumni stawali w tym roku kilka razy na podium, zdobyli nieoficjalny tytuł drużynowego mistrza Pucharu Polski. Ale przede wszystkim dobrze imprezowali. Dziś już wszyscy rozpoznają charakterystyczne biało-granatowe pasy. Wiele osób pragnie dostać się na legendarne before parties. Na adres chcebycfanka@theoldpricks.com napływają setki e-listów.
Do kanonu głupoty przeszedł także dialog pewnych juniorów:
- Czy to prawda, że The Old Pricks ścigają się kto wystąpi na większym kacu?
- No. Ale słyszałeś jakie są u nich imprezy?
- No, słyszałem.

Panowie i panie! Zapraszamy w przyszłym sezonie.

Nasza fotorelacja

 

20 sierpnia 2008 - Boscy by Czestochowa's Rhymes

Tam gdzie powstała trasa nowa
Co jeszcze dobrze nieobjeżdżona
Gdzie zakręty słabo są znane
A krzesła wyciągu zamiatane
Gdzie żuczki spod kół uciekają
A ptaki ze strachu tylko... łkają
Tam się stawiła ekipa nielada
Z dowódca w osobie Podolaka
I barwach granatowo-białych
Czterech jeźdźców wspaniałych
Każdy o wyglądzie boskim
Z mazowsza i małopolski
Na treningi do Kasiny przybyli
I wszystkich znowu zachwycili

 

14 sierpnia 2008 - Kasina - decydujące starcie

Wielkimi krokami zbliża się finałowa runda Pucharu Polski w zjeździe na rowerze górskim. 24. sierpnia na stoku Śnieżnica w Kasinie Wielkiej rozegrana zostanie 9. runda serii. Tymczasem sekretarz PZkol niejaki Naczo (www.hcfr.pl) z Gdańska na swoim portalu przedstawił klasyfikację generalną PP. O ile od dawna wiadomo było, iż nieoficjalnym, drużynowym zdobywcą PP w kategorii masters została ekipa TheOldPricks.com o tyle nie wszystko jasne jest
w klasyfikacji indywidualnej.

Wątpliwe jest, aby ktoś wydarł tytuł zdobywcy PP Szymonowi Taszowi (190 pkt.). Simon to koleś, który nie miewa kiepskich dni. W tym roku nie schodził poniżej drugiego stopnia podium a dwie pierwsze rundy odpuścił, bowiem... Nie miał roweru!
Drugie miejsce w generalce należy do Warszawiaka Darka Skowrońskiego (179 pkt.). Skowron (www.skowronracing.com) często w tym roku ścigał się
w wyścigach golinogów a kiedy przyjeżdżał na zjazd to punktował. Na ogół mocno. Ci goście to pewniaki do dwóch pierwszych miejsc.
Teraz zaczynają się pewne niepewności.

Czy Podolak (121 pkt.) da radę dogonić Dominika Pycię (130 pkt.)? Czy jest
w stanie spiąć się na Kasinie i wyprzedzić zawodnika z Kluczborka o dobrych kilka pozycji? Podolak aktualnie traci 9 punktów. To dużo. Zatem wątpliwe jest, że członek ekipy theoldpricks.com stanie na podium w tej klasyfikacji.
Bardziej prawdopodobne wydaje się przetasowanie z Ziemeckim (120 pkt.), który traci do Bodzia zaledwie 1 punkt. Szósty w generalce jest Przemek Stachyra (118 pkt.).
Niewykluczone, że Irek Dulniawka aka Laska (98 pkt.) dobrym występem
w Kasinie zagwarantuje se awans na siódmą pozycję PP kosztem Maćka Kościelnickiego (105 pkt.). Nasz Krzysiek Gargas z 67 pkt. jest 16.

Jak zwykle wszystko zweryfikuje trasa. Wieści niosą, że jest techniczna
i wolna. Wszyscy mówią, że jest najlepsza w Polsce, choć właściciele ośrodka narciarskiego na Śnieżnicy jeszcze nie kumają, że latem można ostro zabawić się na rowerach. Ostatnio, w Kasinie poległo paru mastersów. Lokalny rider
z Mszany, Artur Kołodziej na skutek defektu przedniego zawieszenia na najeździe ostatniej hopy, leżał jak niepyszny. Oglądający z boku wyczyny starszego kolegi, Gonzo aż zakrył oczy by nie patrzeć na groźne obrażenia Artura. Na szczęście skończyło się na lekkich otarciach naskórka, które przecież nie są obce wszystkim miłośnikom kolarstwa. Kłopoty na ostatniej hopie miał też weteran z Opola, Grzegorz Góra (55 pkt.). Chłopak mocno zbudowany swoimi ostatnimi występami podczas sesji treningowej zaliczył ciężkiego niedolota łamiąc przy tym zarówno sztuciec typu boxxer jak i ramę V-10. Wątpliwe jest, że zmontuje na czas nowy sprzęt. Znając jednak solidarność chłopaków z Dolnego Śląska Grzesiek, który podczas tego upadku jedynie lekko się poobijał, wystartuje w Kasinie.

 

8 sierpnia 2008 - Wakacyjna przerwa

Trwa obowiązkowa, trzytygodniowa przerwa w rozgrywkach Pucharu Polski
w zjeździe na rowerze górskim. Zawodnicy wybrali różne sposoby odpoczynku. Większość z nich to osoby dorosłe, można by rzec - dojrzałe.

I tak, Ziemecki - bezsprzeczny lider ekipy - postanowił wynagrodzić najbliższym swoje częste wojaże i zaprosił swoje córeczki na pełen atrakcji weekend w stolicy. Dziewczynki uwielbiają wycieczki do Warszawy. Troskliwy tata zabiera je wówczas do zoo, restauracji i kina. W te dni Marcin zapomina
o MTB. Rower wisi na ścianie.

Podobnie postanowił zrobić Przemek Stachyra. Napięty kalendarz zawodów nie pozwolił na wspólne spędzanie weekendów z jego sympatią. Dlatego nadchodzący weekend ma być wyjątkowy. Jakie niespodzianki przygotował Przemek dla Karoliny? Tego oczywiście nie zdradzimy.

W dalekim Mielcu pracować ciężko będzie z pewnością Laska. Ten niemłody już masters, w pogoni za życiodajnym groszem, gotów jest mozolić się nawet
w weekendy.

Zupełnie inaczej postępuje Podolak. Od niedawna znany jest jego konflikt
z pracodawcą. Konflikt co prawda został zażegnany, ale Podolak nadal więcej myśli o generalce Pucharu Polski, niźli o obowiązkach głównego inżyniera
w firmie telekomunikacyjnej. Podolak podczas nadchodzących tygodni szlifował będzie technikę oraz kondycję na kopczykach ziemnych (ang. dirt).

Barnaba Szatański z kolei postanowił odciążyć swą niedoszłą żonę
w obowiązkach rodzicielskich. Już od ładnych paru tygodni zajmuje się swoim dwuletnim syneczkiem Rochem. W międzyczasie majsterkuje przy swoim rowerze wyścigowym. Wiadomo, że Barney postanowił wymienić układ hamulcowy - wysłużone hayesy wyparte zostały przez nowoczesne $himano saint.

Reszta zespołu pracuje lub imprezuje, a może jedno i drugie.

Jednak przerwa w Pucharze Polski nie do końca będzie leniwa, albowiem
w kolejny polski długi weekend (15-17 sierpnia) zawodnicy spotkają się
w siedzibie głównej formacji w Myślenicach na walnym zgromadzeniu członków. Komisja wyszkolenia przedstawi wstępną analizę wyników zespołu. Grupa została w tym sezonie nieoficjalnym, drużynowym zdobywcą Puchar Polski,
a zatem nastroje powinny być wyśmienite.
15 sierpnia w barze "Jędruś" w godzinach nocnych przewidziane jest spotkanie z fanami. Natomiast już w sobotę zawodnicy udadzą się do pobliskiej Kasiny Wielkiej, gdzie zapoznają się trasą, na której tydzień później przyjdzie im walczyć o ostateczne rozstrzygnięcia w klasyfikacji generalnej PP. Weekend zapowiada się wyjątkowo pracowicie. W niedzielę, 17 sierpnia, grupa przeniesie się do Zakopanego, gdzie na stoku Harenda zostanie rozegrany turniej DH bez kategorii.

 

4 sierpnia 2008 - The STRIPES strike back!

podiumTotalną demolką ze strony formacji The Old Pricks zakończyły się wczoraj zmagania w Wierchomli Małej nad potokiem Wierchlomlanka k. Piwnicznej Zdroju (woj. małopolskie).
Kto za młodu nie był punkiem, ten na starość będzie świnią. Słowa kanclerza Bismarcka do serca wzięli sobie chłopcy
w granatowych pasach. Ongiś demolowali lokale użytkowe podczas libacji alkoholowych - wczoraj zdemolowali konkurencję podczas 8. rundy Puchar Polski w zjeździe na rowerze górskim. Szczególnie mocne ciosy rozdawał Marcin "Ziomal" Ziemecki.

Bystry chłopak z nizin szybko zauważył istotną zmianę na trasie. Organizatorzy imprezy uważnie wysłuchali sugestii zawodników i na sekcji kamiennej (ang. rock garden) nie widać już było wielkiego głazu, który skutecznie odstraszał śmiałków. Przygotowaniem trasy zajął się tym razem stary wyjadacz w tej dziedzinie, mgr inż. Michał Łapa z Myślenickiego Towarzystwa Cyklistów.
Łapa jako jeden z pierwszych zaczął półprofesjonalnie parać się budową tras zjazdowych. Spod jego łopaty wyszły pierwsza Wierchomla i stare Myślony. Tyle, że Łapa dawno temu rzucił rower w kąt i nie wiadomo było, co z tego wyjdzie. Po pierwszej sesji treningowej wszystko stało się jasne - Łapa sprostał zadaniu. Wysmażył kapitalny szybki course z dalekimi lotami. Praktycznie zero odcinków technicznych. Tylko pełna picza!

Jednak podczas weekendu karty rozdawała aura. Częste ulewy na zmianę
z przebłyskami słońca mieszały w głowach zawodników. W dniu wyścigu większość wybrała opony na warunki mokre, ale byli też tacy, którzy decydowali się na ogumienie pośrednie. Tuż przed biegiem rozstawnym spadł obfity deszcz. W tych warunkach jak ryba w wodzie czuł się Ziomal. Słabo spisali się pozostali zawodnicy The Old Pricks.

Po kwalifikacjach wiadomo było, że Ziemecki pojedzie jako ostatni.
To był doskonały prognostyk. Stachyra, który w eliminacjach 3/4 trasy przejechał na ślepo (zabłocone gogle), na finał zrobił sobie "błotniczek"
na amorze i poprawił swój czas o 14 sekund, zajmując 5 miejsce.
Krzysiek Gargas
nie obronił 4 lokaty i zajął 6 pozycję. Laska był dziewiąty.

Prawdziwe emocje jednak rozpoczęły się po przejeździe Podolaka, który pojechał najlepszy wyścig w sezonie. Teraz wszyscy czekali już tylko na Skowrona. I nagle wybuchła eksplozja radości w obozie The Old Pricks! Jeżdżąca legenda polskiego DH, Bodzio Podolak, Jr. po raz pierwszy w swojej jedenastoletniej karierze startów wygrywa z inną legendą - Dariuszem Skowrońskim! Skowron to zawodnik wybitny i tyleż elegancki - widząc radość Podolaka, złożył mu serdeczne gratulacje.

Chwilę później na mecie zameldował się Szymon Tasz z Zakopca. Tutaj niespodzianki być nie mogło - o ok. 2 sekundy okazał się szybszy od Podolaka. Do końca zawodów pozostała tylko jedna niewiadoma. Na rozstrzygnięcie nie czekaliśmy długo. Ziomal pędził jak szalony i był na mecie o przeszło 5 sekund szybciej od Tasza! Kolejny dziki szał wśród zawodników ekipy.

To był wspaniały dzień. Na podium i w jego bliskich okolicach stało czterech zawodników The Old Pricks. Oby tak dalej. Teraz czeka nas nieco dłuższa przerwa. Ostatnia, 9. runda PP dopiero za trzy tygodnie (24.VIII) w Kasinie Wielkiej nieopodal siedziby głównej The Old Pricks Racing Team.

 

28 lipca 2008 - Słaba forma popularnych "pasiaków"

Tylko dwóch zawodników grupy The Old Pricks pojawiło się na starcie 7. rundy Pucharu Polski w DH. Ci twardziele przybyli do Zieleńca pociągiem. Wisząca nad wioską chmura prorokowała tzw. wet race, a nie od dziś wiadomo,
że zawodnicy naszej ekipy nie radzą sobie w takich warunkach. Mokre zawody w Wiśle tydzień wcześniej zakończyły się totalną klęską.
Jednak tym razem aura okazała się łaskawa. Dwie sesje treningowe co prawda odbywały się jeszcze na błocie, ale w niedzielę było już zupełnie sucho.

Trasa w Zieleńcu nie była zanadto trudna. Obfitowała za to w zabawne hopy. Zawodnik Zabójczy miał powody do radości jeszcze w piątek, kiedy rozpoczął regularne loty nad asfaltową drogą. W niedzielę musiał jednak zmierzyć się
z dwoma efektownymi double-ami. Podjął jednak decyzję o korzystaniu z tzw. chicken lines, które zawodnikom o mniejszej odporności nerwowej umożliwiają spokojne pokonanie trasy bez utraty kontaktu z nawierzchnią. Tymczasem Podolak, zainspirowany dalekimi lotami Rafała Sobiesiaka aka Pirat, postanowił zawalczyć.
Łagodne loty nie sprawiały mu problemów. Obchodzący w dniu zawodów swoje 34. urodziny Bodzio, marzył o podium. Do tej pory tylko raz trafiła mu się taka okazję podczas zawodów Pucharu Polski. Eliminacje był dlań dobrym prognostykiem. Podolak, uważany za króla jazdy kwalifikacyjnej, był 3 na tym etapie konkursu zjazdu na rowerze górskim. Prowadzący z nim korespondencyjny pojedynek Zabójczy Przemek był 6. Od Podolaka dzielił go Grzesiek Góra i Gitara.
Góra, który mógłby być dziadkiem nie jednego zawodnika kategorii junior, jeździł wspaniale tego dnia. Z kolei Gitara dopiero wgryza się w jazdę po ciężkiej kontuzji ręki, której nabawił się jeszcze jako rider kategorii elite.

Po udanych eliminacjach Podolak zamienił się w kłębek nerwów. Rozbawić nie mogły go nawet pikantne żarty kolegów z peletonu. Presja czarnego konia pozbawiła go szans na dobry wynik. Nie od dziś wiadomo, że Bodzio ma ogromne problemy z odwrotną sprężyną przerzutki. Te problemy pojawiły się
w zasadzie tuż za rampą startową. Miast płynnie zmienić przełożenie
na cięższe, Bodzio zakręcił niczym młynkiem. Podobnie było na napędzie na drugiego double-a, którego chłopak lądował na plaskaczu. Później już Podolak nie dotykał manetki. Zakręcił nieco przed road gapem i omal nie zniknął
w krzaczorach po nieumiejętnej próbie stłumienia lotu. Na mecie okazało się, że swój czas poprawił. To samo jednak i to nieco lepiej zrobili Maciek Kościelnicki i Grzesiek Góra. Poza konkurencją, jak zwykle, byli Dominik Pycia i Szymon Tasz. Tym razem lepszy okazał się lokalny rider z Kluczborka.
W biegu finałowym Zabójczy leżał w zasadzie na pierwszej prostej, po tym jak zahaczył pedałem o pieniek i efektownie, pod publikę przeleciał przez kiere. Później jechał już pewnie i do zwycięzcy stracił niecałe 20 sekund. Tym samym dał się wyprzedzić Grześkowi Robocińskiemu z Dusznik Zdroju i Gitarze. Zabójczy zajął ostatecznie 8. pozycję.

Podczas rozdania nagród miejsce miała sympatyczna sytuacja. Spiker zawodów, nieoceniony Pawelec, wręczył prezent jubilatowi Podolakowi,
a publiczność odśpiewała gromkie 100 lat. Już za tydzień będzie okazja
do rewanżu. W Wierchomli wystąpi już kontuzjowany Ziemecki.

 

24 lipca 2008 - Kryzys zespołu

Tegoroczny sezon powoli zbliża się do końca. Pozostały już tylko trzy rundy Pucharu Polski. W najbliższą niedzielę rozegrany zostanie turniej w Zieleńcu
i nie wiadomo, kto tak naprawdę pojedzie na tę imprezę. Mały, prywatny team zaczyna liczyć straty. Aktualny budżet pozwoli na start tylko dwóch zawodników.
Kierownictwo zespołu podjęło decyzję o wykluczeniu zawodników niższych kategorii rozgrywkowych. Na udział, zatem nie może liczyć Barnaba Szatański, który startuje jeszcze jako hobbysta. Z kolej zdobywca tytułu głupca roku 2008, laureat plebiscytu na mężczyznę roku 2003, Łukasz Lawrenz wciąż uskarża się na kłopoty zdrowotne, których nabawił się podczas ostatnich zawodów.
Sprawy osobiste zatrzymały Old Surehanda, który już dawno deklarował, że rodzina jest dla niego najważniejsza. Marcin Ziemecki po koszmarnym incydencie w Wiśle, odpoczywa z córkami nad morzem. Lekarz klubowy nie wyklucza, że najlepszego atlety zespołu zabraknie również w Wierchomli.
Laska
z kolei nie ukrywa, że DH to jego sposób na spędzanie wolnego czasu. W wieku mastersa czasem tego czasu brakuje. Tym razem Laska w weekend popracuje... Ale nie na stoku niestety.

Kto zatem może liczyć na udział z Zielenieckiej imprezie? Czwarty w generalnej klasyfikacji Pucharu Polski jest Przemek Stachyra. Ten luźny, małopolski rock'n'roll-owiec, gdy przypadkowo dowiedział się o swojej pozycji w tym rankingu, zapowiedział walkę o podium. W pierwszej dziesiątce generalki jest też Podolak, który ma niewielką stratę do Przemka. Tak więc weekend zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Walka będzie trwała do ostatniej rundy,
choć już dziś wiadomo, że drużynowym zdobywcą Pucharu Polski
w DH w roku 2008 zostanie ekipa The Old Pricks Racing Team.

 

20 lipca 2008 - Dramat przy dropie

podiumChwilę grozy przeżyli kibice w Wiśle podczas Mistrzostw Polski DH na Stożku. Zawodnik oznaczony numerem 37, Ziemecki Marcin, lider ekipy The Old Pricks, miał koszmarnie wyglądający wypadek przy dropie. Chwilę po upadku zawody zostały przerwane. Komunikaty, które słuchać było z krótkofalówek obsługi trasy, brzmiały upiornie - "Zawodnik nie rusza się. Nie mamy z nim kontaktu". Jednak - jak to często bywało z Ziomalem - "złego licho nie bierze''. Po kilku ciągnących się
w nieskończoność minutach, Ziomal na własnych nogach zszedł z trasy i udał się do szpitala, gdzie został przebadany. Chwilę później nasz as siedział już
w taksówce, która mknęła na start. Dzielny Ziomal jednak nie wystąpił już
w finale. Zresztą gipsownia szpitala w Cieszynie miała w zeszły weekend mnóstwo roboty. Sęku, Siara, Cięciała - to tylko kilku z tych, którym zawodów w Wiśle wspominać nie będzie miło.

Wspominać zawodów fajnie nie będzie też giermek Ziomala, Bodzio Podolak. Jak zwykle, niepoprawny optymista, stojąc jeszcze na rampie startowej przed biegiem finałowym, mówił - "wciąż wierzę w podium''. Tyle, że dziecięce marzenia o chwale ni jak nie mają się do prezentowanego poziomu. Dobry start tydzień wcześniej w Wierchomli mógł sygnalizować zwyżkę formy.
Nic jednak z tego. Podolak zanotował jedynie 11 miejsce, waląc trzy gleby podczas finałowego przejazdu. Zresztą czy jest się czemu dziwić?!? Ci, którzy widzieli Bodzia podczas weekendu wraz z jego kompanami - Lawą
i Barnabą - nie mogli mieć złudzeń. Ci pajace nie mają szans w barwnym peletonie DH. Czasy, kiedy w mastersach startować można było i wygrywać, stając do startu wprost z marszu z najbliższego baru, dawno minęły. Współcześni herosi DH to atleci z prawdziwego zdarzenia. Zwycięzca kategorii, Szymon Tasz z Zakopca, to wzór sportowca. Wśród elity byłby 10! "Diabeł" Koniuszewski do Simona stracił niecałą sekundę. Trzeci na mecie był Skowron ze stratą 2 sekund.

Srogi odwet za poprzednią rundę wziął Przemek Stachyra. Zawodnik, który
w dniu zawodów świętował 33 urodziny, z jedną glebą sieknął Podolaka na 13 sekund i uplasował się na 9. miejscu. Dzień wcześniej nie krył on wzruszenia, kiedy podczas wieczornej libacji, koledzy z drużyny wręczyli mu prezent. Przemek dostał nowiutki komplet opon na błoto!

I to w zasadzie byłoby tyle, jeśli chodzi o zawodników teamu The Old Pricks, albowiem pozostała część albo nie przyjechała (Laska, Old Surehand i młodzież) albo obowiązek team riderów zlała. Barnaba z Lawą w niedzielę przed południem oddalili się na lekkim haju w kierunku Szczyrku, gdzie na łatwych trasach testowali nowe modele ogumienia. Nie zostali nawet na zawodach, by wspomóc kolegów dopingiem, nie wspominając już o tym, ile zyskaliby patrząc na jazdę swoich kolegów.

Już za tydzień kolejna dawka emocji. Puchar Polski w Zieleńcu i... urodziny Bodka! Ponoć ogłosił moratorium na spożycie alkoholu...

Nasza fotorelacja z MP.

 

14 lipca 2008 - Pasy na podium

podiumKolejna runda Pucharu Polski za nami.
W Wierchomli pojawili się wszyscy zawodnicy naszej formacji. Wyjątkowo wyczynowo obowiązki zawodnika kat. hobby potraktował Jacek, który w miejscu rozgrywania turnieju DH pojawił się parę godzin przed pierwszą jazdą. Podobne podejście zaprezenotwał inny małolat. Piotrek "Głód" Bogacki w piątek nie trenował gdyż... najzwyczjaniej w świecie... nie chciało mu się!
Wymieniać zresztą można dalej. Laska tuż po przyjeździe na miejsce zgrupowania tak serdecznie witał się z ekipą, że nie trafił do swego łóżka. Biedna Majka musiała spać na innym, nieprzygotowanym barłogu. I to w zasadzie byłoby na tyle, jeśli chodzi o zakulisowe historie, bowiem sportowy wymiar weekendu jest nie mniej bogaty.

Klasycznie największe nadzieje pokładaliśmy w Ziomalu, który dobrze zmotywowany obecnością małżonki z córeczkami wystąpił chyba najlepiej w tym roku. A mogło być lepiej! Ziomal długo po zakończeniu zawodów rozmyślał, co by było, gdyby nie pechowy Słowak, który nie reagował na niebieskie flagi, informujące go o zbliżającym się, dublującym go zawodniku. Tak to Ziomal stracił szansę na 1. miejsce. Skończyło się trzecim stopniem na podium.
I tak nie jest źle.

Rozczarowani byli też inni nasi team riders. Klasycznie królem eliminacji był Bogumił Podolak, Jr. Postanowił ostatnio eliminacje traktować jak wyścig o wszystko i od dwóch rund PP chodzi w przerwie przed finałem dumny jak paw. Po finale natomiast klnie jak szewc, do czego zdołał nas już wszystkich przyzwyczaić. W finale nieco przystopował i skończyło się półsekundową stratą do czwartego Maćka Kościelnickiego.
Przemek jeździ coraz szybciej, ale widać gołym okiem, że czas już wymienić w jego zjazdówce starą przerzutkę alivio na coś nowszego i bardziej precyzyjnego (Przemku, nasz typ to dura ace). Nie od dziś wiadomo, że zawodów DH na single speedzie się nie wygrywa! Tym razem był szósty.
Krzysiek "Old Surehand" zmieścił się w pierwszej dziesiątce, zajmując dziewiątą lokatę.
W kategorii masters wystąpił też Laska, ale najwyraźniej po jeżdżeniu dzień wcześniej motorem enduro, zapomniał, że na rowerze trzeba pedałować i zakończył zawody na miejscu 11.

Wśród hobbystów liczyliśmy na dobrą postawę Barnaby. Ale klasycznie przeliczyliśmy się, bowiem Barnaba klasycznie zaplątał się w trakcie swojego przejazdu i rywalizację zakończył poza finałem. Podobnie wypadł Jacek, któremu ewidentnie brakowało treningu. Dobrze natomiast spisał się Piotrek, zajmując miejsce 15.

Niewiele brakowało, a w swoich pierwszych ever zawodach wystartowałby Lawrance z Konopii. Niestety sprawy osobiste zmusiły go do szybszego powrotu w rodzinne strony.

Już za tydzień Mistrzostwa Polski. Jakie one będą dla naszych zawodników? Czy wykreują nowe postacie na arenie krajowej? Czy doczekamy się w końcu medalu? Czytajcie już za tydzień na naszych łamach.

 

7 lipca 2008

Wczoraj (6 lipca br.) w Chorzowie rozegrano zawody o tytuły mistrza kraju w cztero-przełajach (ang. four cross). Po raz pierwszy o biało-czerwoną koszulkę walczyli mastersi. Wśród nich nasz rodzyn w ścigankach czwórkami - Bodzio Podolak, Jr. Konkurencja w tej dyscyplinie nie jest szczególna więc wszyscy liczyli na medal Bodzia. Zwłaszcza, że dzień wcześniej w zawodach Superligi na podmokłej trasie zajął 28. miejsce w stawce 56 zawodników.
Nasz as przez eliminacje przeszedł jak burza, kończąc biegi za każdym razem na 2. miejscu. Podczas pierwszego biegu ubiegł go tylko Chrabał. Za plecami zaś Bodzio pozostawił Kowala z Poznania i Elwisa z Rybnika - zatem bardzo mocnych zawodników!

W pierwszym biegu fazy play off Bodek jednak padł w pierwszej bandzie po tym jak próbował zaatakować trzecią pozycję. I tak zakończyły się sobotnie zmagania.
Wieczorem podczas tradycyjnego aftera, Bodek palną parę browarów i udał się na zasłużony odpoczynek do pobliskiego hotelu na stadionie śląskim gdzie, na krzywy ryj, spędził noc oraz zjadł skromne śniadanie.

Eliminacje MP uwidoczniły jakim błędem był, pełen zaangażowania, start w zawodach Superligi. Spompowany do reszty, w niesamowitym upale, Bodzio zanotował dopiero czwarty czas. W tej fazie zawodów odpadł Łysy - organizator imprez Superligi, który dzień wcześniej podczas wspomnianego after, tankował na potęgę.
Pierwszy z dużą przewagą był Diabeł, który jeszcze dzień wcześniej deklarował, że na skutek kontuzji nie wystartuje! Ostatecznie po zażyciu środków przeciwbólowych stanął do walki o swoją kolejną koszulkę MP. Drugi był Moses i Dziubek, którzy w DH nie błyszczą, jednak four cross to ich żywioł.

Bieg finałowy kat. masters został szybko rozstrzygnięty. Atomowy start Diabła i po ptakach. Bodzio próbował atakować na ostatniej prostej Dziubka lecz odległość okazała się zbyt duża, a i pokłady energii się kończyły. Na skutek niedolota na ostatnim step-upie Bodek stracił nieco równowagę i zrezygnowany doturlał się do mety. Na pocieszenie została tylko fotka w poniedziałkowym "Przeglądzie Sportowym"...

 

15 czerwca 2008

Dzisiaj w Myślenicach odbyły się zawodody z cyklu Dainese Downhill Cup
i zarazem czwarta edycja Pucharu Polski. Wystartowało trzech naszych zawodników. Warunki były ciężkie, ale nie poddaliśmy się. W trakcie eliminacji zaczęło mocno padać i wielu zawodników (w tym Piotrek) wyruszyło na śliską trasę na "suchych" oponach. To spowodowało, że Piotrek miał siedem gleb i nie zakwalifikował się do finału.
Laska założył na finał opony na błoto i dobrze na tym wyszedł - zajął 4 miejsce. Zabójczy Przemek wybrał źle opony (dobrej baletnicy...) i był piąty, zaliczając drugą glebę tuż przed fotokomórką - przeciął ją wbiegając z rowerem (lekki obciach) ;)
Zdjęcia z zawodów tutaj.

 

14 czerwca 2008

Dziś w Warszawie odbyły się pierwsze w tym roku ściganki 4X. Wystawiliśmy tam naszą skromną reprezentację. Na 38. miejscu mazowieckie wyścigi zaliczane do klasyfikacji Superligi zakończył Bodzio Podolak, Jr. Tym samym rozpoczął przygotowania do mistrzostw kraju w 4X kategorii masters, które odbędą się 6 lipca w Chorzowie. Gratulujemy i życzymy owocnej jazdy.

 

8 czerwca 2008

Dziś odbyła się kolejna edycja Diverse Downhill Contest.
W Międzybrodziu Żywieckim na górze Żar The Old Pricks Racing Team w sile czterech zawodników... nie wystąpił.
Rozpoczęliśmy treningi w piątek i już tego dnia straciliśmy jednego - Zabójczy Przemek poszedł za ostro i zintegrował się z podłożem skręcając nadgarstek. W sobotę Ziomal efektownie zakończył sekcję kamienną wykluczając się tym samym z niedzielnego startu.
W dniu zawodów Barnaba miał chwile słabości (konieczna rozmowa), a Bodzio zdiagnozował u siebie chorobę górnych dróg oddechowych (faktycznie kaszlał po każdym machu).
Sącząc piwo, zeszliśmy wzdłuż trasy wytykając błedy zawodnikom, byliśmy fajni, elokwentni, zabawni i medialni. Bo tacy jesteśmy!

 

3 czerwca 2008

Rok temu, przed pierwszymi w życiu zawodami rowerowymi Prezesa i Założyciela, powstał The Old Pricks Racing Team.
Od tego czasu wiele się zmieniło. Podczas gdy różne ugrupowania polityczne obiecują cuda, MY, nic nie obiecując, jesteśmy coraz twardsi, przystojniejsi i bardziej dumni.
Na ostatnich zawodach trzeciej edycji Pucharu Polski 1 czerwca w Wierchomlii, startowało nas już sześciu. Nie dało się nas nie zauważyć ;)
Barnaba w kategorii Hobby Full wykręcił czas 3:10.
W kategorii Masters Laska był 17. z czasem 3:18.77,
Old Surehand 12. - 3:05.34, Zabójczy 8. - 2:55.69, Ziomal 7. - 2:52.34
(z glebą), Bodzio 6. - 2:51.43.
Wygrał Skowron przed Szymkiem Taszem i Diabłem.

 

25 maja 2008

Jak wieść gminna niesie do naszej ekipy dołączyło trzech (po krakowsku czech) nowych zawodników. I to nie byle kto, bo Irek "Laska" Dulniawka, Krzysiek "Bodzio" Podolak i Marcin "Ziomal" Ziemecki. Dowody przyjęcia zostaną podpisane jak zapłacą za koszulki. Gratulujemy ;)

 

28 kwietnia 2008

The Old Pricks Racing Team zalicza pierwsze zawody w tym sezonie.

W niedzielę 27 kwietnia, odbyła się pierwsza edycja PP w zjeździe. Impreza pobiła rekord frekwencji. Niestety dla dwóch naszych zawodników zabrakło numerów startowych i tym samym nie wystartowali. Pozostała trójka zaprezentowała się całkiem dobrze.
W kategorii Hobby Full wystartował Barnaba i wykręcił czas 2:48.84.
W Mastersach Krzysiek był 13 z czasem 2:45.22, a Zabójczy Przemek ;) ósmy
z czasem 2:35.19.
Zapraszamy do naszej fotorelacji.

 

11 marca 2008

Z dumą zawiadamiamy, że do naszej wspaniałej ekipy dołączył znamienity Krzysiek Gargas.

 

14 lutego 2008

Dziś Walentynki! Nowe polskie święto powstałe dla uczczenia wspaniałej ruskiej dziołchy Walentyny - pierwszej kobiety w kosmosie,
która w przeciwieństwie do suki Łajki wróciła z niego na Ziemię.
To doskonały moment, by odpalić stronę kosmicznej ekipy rowerowej
The Old Pricks Racing Team.

Sezon DH 2008 powoli nadchodzi i mamy zamiar w nim zaistnieć.
A co!


 
Copyrights © The Old Pricks  

zumbi dh-zone